Odradzająca się powoli grupa – po zapaści wywołanej wstąpieniem wszystkich jej członków do Unii Europejskiej – stanęła obecnie na krawędzi rozłamu po wybuchu wojny na Ukrainie. Konflikt stał się najpoważniejszym wyzwaniem dla jej jedności, każde bowiem z należących do niej państw zajęło inne wobec niego stanowisko.
We wtorek w słowackiej stolicy czterech premierów szukało rozwiązania tego problemu.
Ukraińscy analitycy uważają, że cztery państwa tworzące grupę (Czechy, Słowacja, Węgry, Polska) „nie tworzą jedności". – Widzimy przyjazną, a nawet prorosyjską politykę węgierskich przywódców, prorosyjskie oświadczenia czeskich. Wygląda na to, że Polska jest jedynym lojalnym partnerem Ukrainy – uważa kijowski ekspert Serhij Słodkyj. Nad Dnieprem szczególnie denerwuje fakt, że grupa jednomyślnie – choć bez większych rezultatów – próbowała utrzymywać kontakty nawet z byłym prezydentem Wiktorem Janukowyczem, a straciła impet, gdy Ukraina wpadła w prawdziwe kłopoty.
„Beznadziejnie podzielone" – podobnie jak Ukraińcy ocenia sytuację w grupie również węgierski ekspert fundacji Carnegie Balazs Jarabik. Jeśli nawet wprost nie występują przeciw unijnej polityce nakładania sankcji na państwo-agresora (jak Węgry), to kosztem sporów na wewnętrznej scenie politycznej, przede wszystkim w Czechach. „Prezydent Zeman nie tworzy polityki zagranicznej naszego państwa (...). Według naszego prawa prezydent nie ma na nią wpływu" – w wywiadzie dla ukraińskich mediów czeski minister spraw zagranicznych Lubomir Zaoralek musiał tłumaczyć, dlaczego w Kijowie nie powinni zbytnio przejmować się ekstrawaganckimi wypowiedziami Milosza Zemana.
Wydaje się jednak, że obecnie państwa wyszehradzkie są znacznie mniej podzielone. Początkowy sprzeciw wobec nałożenia sankcji na Rosję trzech z czterech członków grupy (Czech, Słowacji, Węgier) był motywowany ekonomicznie i jeszcze na początku lata udało się go przełamać. Praga obawiała się strat spowodowanych zakazem importu produktów „podwójnego zastosowania" (wojskowego i cywilnego) obejmujących czeskie obrabiarki. Budapeszt starał się stworzyć u siebie tzw. hub energetyczny (czyli gigantyczną rozdzielnię gazu spływającego nad Dunaj z różnych kierunków – przede wszystkim z Rosji). Bratysławę łączyły silne związki gospodarcze z Moskwą.