O japońskim uwielbieniu dla pracy napisano już bardzo wiele. W ostatnich latach słowo karoshi oznaczające śmierć z przepracowania weszło do światowych mediów. Pojawiały się także historie budzące niedowierzanie – jak np. przypadki przemęczonych urzędników, którzy po serii nadgodzin i kolejnych służbowych imprezach na dźwięk pociągu wjeżdżającego na stację szli przed siebie niczym zombie i ginęli pod kołami. Japońskie koleje w niektórych przypadkach musiały przestawiać ławki prostopadle do peronów, by wygrać ze zgubnym trendem.
Japoński rząd w trosce o kondycję swoich obywateli wprowadził też rekordowo dużo w porównaniu do krajów rozwiniętych oficjalnych świąt. Dni przymusowo wolne od pracy były bowiem jedynym sposobem, by przysługujący urlop został wykorzystany. Inaczej potomkowie samurajów woleli dla bezpieczeństwa zostać w wakacje w pracy, żeby przypadkiem szef źle o nich nie pomyślał. Obecnie do zestawu społecznych konsekwencji przynoszonych przez pracoholizm doszedł jeszcze jeden.
Według danych ministerstwa pracy rekordowa liczba 497 pracowników zapadła w ubiegłym roku na schorzenia psychiczne związane z nadmiernym stresem i nadgodzinami. O 60 proc. więcej niż 12 miesięcy wcześniej notowano także przypadków samobójstw w grupie nie radzącej sobie z mentalnymi problemami. 1456 osób złożyło wnioski o odszkodowanie za nabyte poprzez pracę depresje i problemy psychiczne. To najliczniejsza grupa od 1983 roku.
Pozytywnie rozpatrzono wnioski 497 z nich. To o 61 więcej niż w 2013 roku. Przeważającą większość tej grupy (60 proc.) stanowią osoby w wieku 30 i 40 lat. Zdarzały się wśród nich historie pracowników, którzy spędzali miesięcznie w pracy o ponad 160 godzin więcej (10 proc. wszystkich aplikujących o odszkodowania). Prawie połowa (40 proc.) przekraczała próg 80 nadgodzin na miesiąc uważany za krytyczny wyznacznik strefy, powyżej której wkracza się do krainy karoshi. Już w 2013 roku ministerstwo pracy w innym raporcie informowało o blisko milionie pracowników w wieku powyżej 15 lat, którzy leczyli się na depresję i pozostałe choroby psychiczne.
Pesymistyczne dane odnośnie stanu ducha japońskich urzędników poprawia inna statystyka .Tym razem krajowa policja przychodzi z pomocą informując o rekordowo niskiej liczbie samobójstw wśród wszystkich mieszkańców kraju. W 2014 roku notowano ich bowiem najmniej od 18 lat. W grupie od 15. do 39. roku życia samobójstwa pozostają jednak główną przyczyną zgonów. W 2014 roku decyzję o śmierci podjęło 25 427 Japończyków, o 6,8 proc. mniej niż przed rokiem. To o wiele mniej niż ponad 34 tys. z 2003 roku jednak wciąż Japonia pozostaje liderem niechlubnej statystyki wśród państw rozwiniętych. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia liczba samobójstw w Kraju Kwitnącej Wiśni jest dwukrotnie wyższa od tych we Francji.