Z pomysłem dodania takiego punktu obrad do przyszłotygodniowej sesji plenarnej PE wystąpił Manfred Weber, szef Europejskiej Partii Ludowej, do której należy polska delegacja PO i PSL.
Polscy eurodeputowani stanowią w EPL drugą co do wielkości, po Niemcach, delegację narodową. Argumentują jednak, że na decyzję Webera nie mieli żadnego wpływu.
– To nie była nasza inicjatywa – mówił dziennikarzom Jan Olbrycht, szef polskiej delegacji w EPL.
Według niego to zaniepokojeni zagraniczni koledzy wystąpili z taką inicjatywą, a PO po prostu się nie sprzeciwiła. – Nie zgadzamy się z tym, ale nie protestujemy – tłumaczył Olbrycht.
Ale znacznie bardziej zdecydowany był Grzegorz Schetyna. Były minister spraw zagranicznych, a obecnie kandydat na przewodniczącego PO, miał się spotkać wieczorem z Weberem i przekonywać go, żeby wycofał swój wniosek.
– Debata jest przedwczesna, musimy zobaczyć, co będzie się dalej działo w Polsce – powiedział. Wypomniał też PiS, że w czasach opozycji apelowało o debaty w PE na temat katastrofy smoleńskiej czy nieprawidłowości podczas wyborów lokalnych w Polsce.
– Nie będziemy szli drogą PiS i dokonywali wiwisekcji spraw krajowych na forum europejskim – mówił były szef MSZ.
Z apelem o nieorganizowanie debaty przybył też Ryszard Petru, lider Nowoczesnej. On z kolei namawiał do cierpliwości Guy Verhofstadta, lidera liberalnej frakcji ALDE. Nowoczesna składa akces do ALDE i stanie się członkiem tej europejskiej rodziny politycznej na kongresie w maju.
– Polska musi rozwiązywać problemy sama – mówił Petru.
Verhofstadt w zasadzie się z nim zgodził. – Najlepiej zająć się tym w Polsce. Jestem przekonany, że Nowoczesna i społeczeństwo obywatelskie poradzą sobie – powiedział.
Los debaty był jednak wieczorem nieznany i wiele zależało od ostatecznej decyzji autora wniosku, czyli Manfreda Webera.
W środę rano o porządku obrad przyszłotygodniowej sesji plenarnej miała zdecydować konferencja przewodniczących, czyli najwyższa władza Parlamentu Europejskiego, składająca się z szefów wszystkich grup politycznych. Na pewno przeciwna debacie będzie grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, do której należy PiS. – Te sprawy załatwiamy w naszym polskim domu. Nie są nam potrzebni zagraniczni sędziowie – mówił Ryszard Czarnecki z PiS.
—Anna Słojewska z Brukseli