Rennes było w czasie weekendu świadkiem kolejnych brutalnych manifestacji: w starciach rannych zostało kilkudziesięciu policjantów, zatrzymano nawet licealistę pod zarzutem próby zabicia funkcjonariusza sił porządkowych.
Na paryskim placu Republiki, podobnie jak w centrach wielu innych miast, pęcznieje liczba uczestników nocnych, pokojowych protestów (Nuit Debout), gdzie dyskutuje się, w jaki sposób uratować „wartości lewicy" i „zdobycze socjalne", które „zdradził socjalistyczny rząd".
Nowa siła na lewicy
Ale protesty największą skalę osiągnęły w sieci. Każdego dnia od wielu tygodni średnio pod petycją o zniesienie ustawy El Khomri (od nazwiska pochodzącej z Maroka minister pracy) na portalu www.loitravail.lol podpisuje się 73 tys. osób – rekord w historii francuskiego internetu.
Potężną frustrację społeczną już próbują dyskontować politycy – na razie przede wszystkim na lewicy. W ubiegłym tygodniu Manuel Valls wykorzystał w czasie pierwszego czytania ustawy w Izbie Deputowanych zapis artykułu 49.3 konstytucji, który pozwala przeforsować nowe prawo bez głosowania, o ile większość posłów nie doprowadzi do obalenia rządu.
Taki manewr nie udał się prawicy (zebrała 246 głosów zamiast potrzebnych 288), ale także radykalnie deputowani socjalistyczni, razem z postkomunistycznym Frontem Lewicy i ugrupowaniami zielonych, starali się doprowadzić do upadku rządu Manuela Vallsa.