Matka Teresa była jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Kościoła dwudziestego wieku. Poważna niemiecka gazeta nazywa ją nawet pierwszą katolicką gwiazdą w stylu pop. Rozpoznawalna była nie tylko dla chrześcijan, zwłaszcza od czasu przyznania jej w 1979 roku Pokojowej Nagrody Nobla.

Założone przez nią zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości niosło i niesie pomoc najbiedniejszym, odrzuconym, zapomnianym – zazwyczaj w krajach, gdzie chrześcijan nie ma lub jest ich mało. Troskę o wykluczonych, najsłabszych, ofiary wojen charakteryzuje też pontyfikat obecnego papieża, dlatego Matka Teresa wydaje się świętą szczególnie bliską Franciszkowi.

Podczas niedzielnych uroczystości kanonizacyjnych w Watykanie papież przedstawił ją jako „wzór dla całego świata wolontariatu", kierowała się bezinteresowną miłością, pomagała niezależnie od rasy czy religii. Zachwyceni nowoczesnym podejściem Franciszka pewnie nie zauważą, że mówił o wzorowej obronie ludzkiego życia – zarówno tego „opuszczonego, odrzuconego", jak i nienarodzonego.

Matka Teresa, urodzona w 1910 roku jako Agnes (Anjezë) Gonxhe Bojaxhiu w albańskiej rodzinie w Skopje, została beatyfikowana w 2003 roku, już sześć lat po śmierci, przez Jana Pawła II. W czasie procesu kanonizacyjnego przedstawiono 81 tomów dokumentów, każdy po ponad 400 stron. – Cud, który umożliwił kanonizację, wydarzył się w Brazylii w 2008 roku. Uzdrowionym był mężczyzna, u którego zdiagnozowano bakteryjne zapalenie mózgu – mówił Radiu Watykańskiemu postulator procesu kanonizacyjnego ks. Brian Kolodiejchuk.

Niektóre media podważały świętość Matki Teresy. Zarzucano jej złe i nieprzejrzyste gospodarowanie środkami zbieranymi na całym świecie dla biednych. Niektórzy za bardzo odległe od ideału uważają warunki, które panują w ośrodkach powołanych do życia przez siostrę. Telewizja CNN przeprowadziła rozmowę z amerykańskim wolontariuszem, byłym agentem nieruchomości, który przez dwa miesiące pracował w Kalkucie. Był zatrwożony stanem higieny i opieki medycznej.

Posunął się nawet do porównania warunków panujących w ośrodku misjonarek miłości do „obozów koncentracyjnych w czasie drugiej wojny światowej".

Ja mam inne doświadczenia, choćby ze Strefy Gazy, gdzie misjonarki miłości zajmują się beznadziejnie chorymi, odrzuconymi przez arabskie rodziny. Wyłącznie muzułmanami. Nigdy nie widziałem takiego oddania i całkowitego poświęcenia. A trzeba dodatkowo wziąć pod uwagę, jak to trudny dla katolików teren – zarządzany przez radykałów islamskich i izolowany przez Izrael.

A o tym, jak niezwykłą postacią była sama Matka Teresa, przekonałem się podczas jej wizyty w Warszawie w 1993 roku. Podczas spotkania w katedrze zaczęła rozdawać medaliki, odbierali je ciężko chorzy, inwalidzi. I nagle towarzyszący mi fotoreporter, daleki od religii i emocji, zapomniał o robieniu zdjęć i rzucił się jak dewot, by chwycić jeden z medalików.