Sześć miesięcy przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Tokio, w stolicy Japonii i innych regionach kraju wprowadzono stan wyjątkowy. Władze chcą w ten sposób powstrzymać rekordowy wzrost nowych przypadków zakażeń koronawirusem. 

Obowiązujące w kraju przepisy nie są tak restrykcyjne, jak w innych państwach. Mieszkańcy są zachęcani do pozostania w domach, a na firmy nie są nakładane kary w przypadku zignorowania wezwania do wcześniejszego zamknięcia.

Część komentatorów chwali łagodne podejście Japonii, które stara się zrównoważyć kontrolę zakażeń z wpływem na gospodarkę, ale ostatnie sondaże nie są korzystne dla rządu Yoshihide Sugi.

Nowe przepisy pozwoliłyby władzom na karanie, nawet do roku pozbawienia wolności, jeśli osoba po uzyskaniu dodatniego wyniku testów odmówiłaby hospitalizacji.

Przewidziano również kary dla właścicieli barów i restauracji w przypadku obsługi gości w godzinach wieczornych. Grzywna sięgałaby 500 tys. jenów (4800 dolarów).

Premier Suga dał w tej sprawie zielone światło i wezwał parlament do szybkiej debaty. Głosowanie może odbyć się już w przyszłym tygodniu, ale zdaniem opozycji przymuszanie do hospitalizacji jest naruszeniem swobody obywatelskiej.