W związku z zamachem w Nowym Jorku przypominamy rozmowę sprzed kilku miesięcy.

"Rzeczpospolita": Nicea, Berlin, Londyn, Barcelona – rozpędzone pojazdy taranujące przechodniów stają się bronią terrorystów. Czy na stałe zastąpią ładunki wybuchowe i karabiny?

Krzysztof Liedel: Na stałe na pewno nie. To taktyka, która może co prawda być w rezultacie efektu skali (wielkiej liczby małych ataków) skutek podobny, jak wielkie zamachy z niedalekiej przeszłości, ale jest stosowana nie ze względu na jej potencjalną skuteczność, a ze względu na brak operacyjnych zdolności ISIS oraz Al-Kaidy do organizowania większych zamachów. Jeśli taką zdolność odzyskają, wypracują na nowo, wtedy z pewnością będą skłonne powrócić do wielkich zamachów, stanowiących przejmujące, powodujące długofalowe skutki psychologiczne i polityczne widowisko.

Czy zamachów przeprowadzanych tak prymitywnymi środkami można się ustrzec?

Jest to duże wyzwanie. Zadania zapobiegania zamachom terrorystycznym spoczywają przede wszystkim na wyspecjalizowanych służbach, wykorzystujących w swojej pracy metody operacyjne, pracę ze źródłami osobowymi, czy też przechwytywanie komunikacji. W wypadku zamachów "samotnych wilków", słabo lub wcale powiązanych z organizacjami terrorystycznymi, brak przesłanek, które można tymi metodami rozpracowywać. Tym ważniejsza staje się edukacja antyterrorystyczna, czyniąca ze społeczeństwa partnera służb w walce z terroryzmem, zwiększająca szanse na pozyskanie informacji od osób w bliskim otoczeniu przyszłego sprawcy, które mogą mieć świadomość jego postępującej radykalizacji oraz kampanie przeciwdziałające radykalizacji.

Jaki jest związek między napływem uchodźców a liczbą zamachów w Europie?

Nie ma bezpośredniego. Trzeba pamiętać, że większość ustalonych sprawców ostatnich zamachów to obywatele lub stali rezydenci krajów europejskich... Nie można jednak wykluczyć, że wraz z falą uchodźców dostać się mogą do Europy nie tylko osoby poszkodowane przez wojny i kryzysy, ale także te przybywające w celu organizowania i przeprowadzania zamachów terrorystycznych.

Ze statystyk wynika, że w latach 70. i 80. w zamachach terrorystycznych na Starym Kontynencie ginęło o wiele więcej osób niż obecnie. Skąd mit, że to teraz mamy wysyp zamachów?

Warto pamiętać, że lata 70. i 80. to czas zimnej wojny, gdy prawdopodobny wydawał się konflikt międzyblokowy z użyciem broni jądrowej. Na tle tego zagrożenia terroryzm mógł się wydawać zagrożeniem "incydentalnym", z całą pewnością nie był na początku listy priorytetów w obszarze bezpieczeństwa. Dziś terroryzm uważany jest za jedną z największych plag gnębiących współczesne społeczeństwa. Warto też podkreślić, że terroryzm się zmienił. W latach 70. i 80. aktywnie uprawiały go ugrupowania działające na terytorium konkretnych krajów: Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec. Dziś każde europejskie państwo staje się potencjalnym celem działań grup terrorystycznych związanych z globalnym dżihadem.