Korespondencja z San Juan

Hotele, bary i plaże w Portoryko zapełniają się amerykańskimi turystami, którzy ze względu na pandemię nie mogą podróżować po świecie i korzystają z wciąż niskich cen lotniczych, by odpocząć na tej karaibskiej wyspie należącej do Stanów Zjednoczonych.

– Spodziewaliśmy się napływu studentów, którzy przyjeżdżają tu w marcu w okresie przerwy wiosennej, ale generalnie turystów jest coraz więcej od stycznia, gdy władze zaczęły znosić restrykcje – powiedział kierowca Ubera wożący nas po stolicy – San Juan.

Jakby wirus nie istniał

Portoryko oferuje położone nad oceanem ośrodki wypoczynkowe, góry, jedyny w USA las tropikalny oraz temperaturę około 28–30 stopni Celsjusza w okresie zimowym. San Juan to raj dla bywalców barów i restauracji, ale też miłośników historii i architektury, ukształtowanych przez cztery wieki wpływów hiszpańskich, a potem ponad sto lat rządów amerykańskich.

Portoryko to wyspa oferująca potencjał dla inwestorów, a przy tym raj podatkowy dla zamożnych Amerykanów.

Terytorium to dobrze sobie radziło do tej pory z kontrolą pandemii. Jako jeden z pierwszych rejonów w USA wprowadziło nakaz noszenia masek i wciąż trwa tam zakaz wychodzenia na ulice w godzinach nocnych. Dzięki restrykcjom i mobilizacji mieszkańców uniknięto przepełnienia szpitali.

Do tej pory wirusa na wyspę przywozili jej mieszkańcy wracający z kontynentu amerykańskiego.

Teraz mieszkańcy Portoryko obawiają się, że napływ turystów przyczyni się do wzrostu zachorowań, a właściciele ośrodków wczasowych i barów – kolejnych lockdownów, które w ostatnim roku mocno ograniczyły ich dochody. – Pojawił się chaos na ulicach. Turyści zachowują się, jakby byli sami. Jesteśmy w środku pandemii. Ludzie nie mogą tu przyjeżdżać i zachowywać się, jakby wirus nie istniał – mówiła mieszkanka San Juan zaczepiona przez reportera lokalnej stacji telewizyjnej WKAQ.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

Może dlatego bardziej niż w amerykańskich stanach w rejonach turystycznych wyspy egzekwowane są środki ostrożności, m.in. przy wejściu do restauracji, baru czy zwykłej drogerii klienci muszą poddać się mierzeniu temperatury oraz dezynfekować ręce.

Gdy na wyspie zaczęli pojawiać się przybysze z kontynentu, porządku na ulicach w rejonach turystycznych pilnują zastępy policjantów, którzy przypominają przechodniom o zakładaniu maski. Puerto Rico Tourism Company prowadzi natomiast kampanię edukacyjną w języku angielskim, skierowaną do turystów, której celem jest uczulenie ich na przestrzeganie przepisów związanych z covidem.

Pandemia koronawirusa to kolejna klęska zagrażająca około trzymilionowej populacji Portoryko, które wciąż walczy ze zniszczeniami po huraganach, w tym historycznie najbardziej niszczycielskim huraganie Maria w 2017 r., i trzęsieniach ziemi. Boryka się też z problemami finansowymi, w tym długami wynikającymi z procesu bankructwa.

Niekończąca się debata na temat statusu

Portoryko to część USA, ale nie stan. Ma status wolnego państwa stowarzyszonego. Od 1917 r. jego mieszkańcy są obywatelami Stanów Zjednoczonych, mają prawo do osiedlania się na terenie USA i posiadają amerykański paszport. Niemniej jednak nie głosują w amerykańskich wyborach prezydenckich, nie płacą federalnego podatku dochodowego, a w Kongresie reprezentuje ich przedstawiciel niemający prawa głosu. Nie mają też takiego samego dostępu do programów społecznych jak mieszkańcy Stanów.

Od dekad trwa dyskusja na temat statusu Portoryko. W czasie zimnej wojny mieszkańcy tego kraju pogrzebali nadzieje na zupełną niepodległość, bo dla amerykańskich sił wojskowych Portoryko było strategicznym regionem ze względu na położenie – tuż koło Kuby. Teraz w Kongresie czekają dwa projekty ustaw mające na celu zdecydowanie o statusie tej wyspy.

– Nie możemy głosować na prezydenta, nie mamy czterech przedstawicieli w Kongresie, a Kongres o nas decyduje – mówi Jennifer Gonzalez, przedstawicielka Portoryko w Waszyngtonie i liderka lokalnej partii politycznej, która wraz z gubernatorem Portoryko Pedro Pierluisim złożyła w Kongresie jeden z projektów o nazwie „Puerto Rico Statehood Admission Act", przewidujący uznanie wyspy za jeden ze stanów.

Powołują się oni na przeprowadzone w listopadzie ub.r. niezobowiązujące referendum, w którym ponad 53 procent głosujących opowiedziało się za uznaniem Portoryko za stan Ameryki.

W pierwszej połowie marca alternatywny projekt zgłosiły kongresmenki z Nowego Jorku Alexandria Ocasio Cortez (z portorykańskiej rodziny) i Nydia Velazquez (urodzona na Portoryko).

– Jeżeli Ameryka chce się nazywać demokracją i funkcjonować według zasad demokratycznych, nie może mieć podwładnych. Powinniśmy mieć możliwość głosowania na naszych przywódców, powinniśmy mieć prawo do takiego samego traktowania – mówi Ocasio Cortez, której propozycja „Puerto Rico Self-Determination Act of 2021" przewiduje, że o statusie wyspy zdecydowaliby nie mieszkańcy w referendum, ale nominowani przez Portorykańczyków delegaci, wybierając między niepodległością, statusem zrzeszonym, stanem lub inną opcją.

Jeżeli doszłoby do przekształcenia Portoryko w stan, amerykański Senat zyskałby dwóch członków, a Izba Reprezentantów – pięciu. Biorąc pod uwagę to, że mieszkańcy tej wyspy mają poglądy polityczne zbliżone do demokratów, można się spodziewać, że na przyznaniu Portoryko statusu stanu skorzystałaby Partia Demokratyczna. Zmiana statusu sprawiłaby też, że Portoryko przestałoby być rajem podatkowym dla zamożnych Amerykanów.