Podczas rozmów z estońskimi politykami zawsze na początku pytam: czy Estonia się czuje bezpiecznie?

Wszyscy o to pytają. Ja się czuję całkiem bezpiecznie. Mamy bardzo dobrych sojuszników, w tym Polskę. Jesteśmy w NATO, innych organizacjach międzynarodowych. W tym momencie czujemy się bezpiecznie.

USA są skupione na konfrontacji z Chinami. Nie obawia się pan, że Ameryka nie będzie już tak jak wcześniej zainteresowana naszą częścią Europy?

Jest taka obawa. Ale to nasze zadanie, by mimo wszystko Ameryka dostrzegała nasz region. I my tu musimy w tej sprawie współpracować, bo obawiać się powinna nie tylko Estonia. Polska też.

W związku z tym skupieniem się Amerykanów na Chinach w Europie trwają dyskusje o armii europejskiej, o autonomii strategicznej Unii. Jak się do tego odnosi Estonia?

Mamy jasne stanowisko: akceptujemy wszystko, co wspiera NATO i współpracę transatlantycką. Ale oddzielna armia europejska to nie jest właściwa droga.

To znaczy, że nie można mieć zaufania do militarnej siły Europy?

Nie chodzi o brak zaufania. Jednak, jak się spojrzy na NATO, to około 80 procent nakładów ponoszą Stany Zjednoczone. My nie mamy takich środków, dlatego trzeba połączyć potencjał NATO i Europy, by być jeszcze silniejszym.

A jeśli prezydent Biden postawi Estonię przed wyborem między Ameryką a Chinami w kwestii nowoczesnej technologii 5G, w sprawie współpracy z Huawei.

To pytanie hipotetyczne.

Jesteśmy chyba blisko takiego wyboru.

Jednak nie sądzę, że do tego dojdzie. W Europie są obawy dotyczące konfrontacji Waszyngtonu z Pekinem. Chiny też je mają w obszarze wspomnianej technologii 5G i infrastruktury, którą próbują wybudować w Europie i innych regionach. Ale można znaleźć sposób na rozwiązanie tych problemów. Należy wziąć pod uwagę nasze obawy dotyczące bezpieczeństwa infrastruktury i bezpieczeństwa w ogóle.

Czy zagrożenie ze strony Rosji wzrasta czy maleje? Choćby w porównaniu z rokiem 2014, gdy zaatakowała Ukrainę.

Nie widzę wielkich różnic między rokiem 2014 a 2021. Rosja to Rosja. Niepokojące, że jest mało dialogu z Rosją, i nie dotyczy to tylko Estonii, ale całej Unii Europejskiej. Próbuje to robić Finlandia. Fiński prezydent Sauli Niinistö spotyka się z prezydentem Władimirem Putinem (29 października, dzień po przeprowadzeniu tego wywiadu – przyp. red.).

A pan byłby gotów spotkać się z prezydentem Putinem?

Dlaczego nie? Rosja to nasz sąsiad. Jestem gotów spotkać się z każdym. Oczywiście decydujące są temat spotkania i jego efekt.

Pana poprzedniczka, prezydent Kersti Kaljulaid, była w 2019 roku z wizytą u prezydenta Rosji, niektóre kraje regionu ją za to krytykowały. Jaki był efekt tej wizyty?

Nie zawsze można oczekiwać od razu rezultatów. Czasem trzeba odbyć kilka spotkań, by coś osiągnąć. Takie kontakty, nie tylko prezydentów, mogą, choć nie muszą, pomóc rozwiązać pewne problemy, które z Rosją mamy. Wciąż jesteśmy przed rozwiązaniem, to strona rosyjska musi zrobić pierwszy krok.

Wywodzi się pan spoza polityki. Był pan weterynarzem, biologiem, profesorem, rektorem uniwersytetu w Tartu, najważniejszej uczelni w Estonii. Dlaczego zdecydował się pan przejść do polityki, startować na prezydenta?

Poproszono mnie. Oczywiście to ja podjąłem ostateczną decyzję. Odbyłem wiele dyskusji z kolegami i byłymi kolegami. Przekonali mnie, że jestem odpowiednią osobą na to stanowisko. W końcu odpowiedziałem: tak. Ale i wcześniej byłem blisko polityki. Pełniłem funkcję generalnego audytora Estonii i raz w tygodniu uczestniczyłem w posiedzeniach rządu. Nie będąc politykiem, widziałem więcej polityki niż wielu polityków.

Estonia słynie jako społeczeństwo cyfrowe, prawie wszystko załatwiacie przez internet. Czy w epoce rywalizacji technologicznej mocarstw, ataków hakerskich to jest bezpieczne, jak się ma wszystko w sieci?

Trzeba się coraz bardziej zabezpieczać i bronić przed atakami hakerskimi. Bo nie ma innej drogi niż przenoszenie coraz większej części aktywności do sieci, łącznie z głosowaniem w wyborach. To jest wygodne dla ludzi. Już nawet nie jestem w stanie policzyć, ile razy my w Estonii mieliśmy wybory, w których można oddawać głos, siedząc przed komputerem.

Ale skoro rosyjscy hakerzy skutecznie zaatakowali rurociągi w USA, to mogliby zaatakować i komisję wyborczą w Estonii?

Mam nadzieję, że nie spróbują. Poza tym jesteśmy bystrzy, ostrożni i doświadczeni w bronieniu się.

Jest pan prezydentem od 11 października. Kilkanaście dni później przyjechał pan do Polski. To nie jest pana pierwsza wizyta zagraniczna.

Najpierw złożyłem wizytę u naszego sąsiada, na Łotwie. Potem byłem w Finlandii i przed przyjazdem do Polski na Litwie.

Przyjechał pan w czasie ostrego konfliktu Warszawy z Brukselą. Jak Estonia na to patrzy?

Estonia jest państwem prawa i przestrzega unijnych praw i regulacji. Chcielibyśmy, żeby konflikt między Polską i Brukselą został rozwiązany drogą dialogu.

Wcześniej Estonia była przeciw karaniu Polski na mocy artykułu 7 traktatu o UE, dotyczącego naruszenia zasad praworządności. Wciąż tak jest?

Tak. Nic się nie zmieniło.

Dlaczego to wizyta robocza, a nie państwowa?

To pierwsza wizyta, by poznać prezydenta Polski. Przyjdzie czas na następne. Mamy taką tradycję, najpierw odwiedzamy sąsiadów, w Finlandii, na Łotwie, Litwie i w Polsce. Spotkania są krótkie, po to, by się poznać. Takie wizyty są istotne. Szczególnie w Polsce, która jest naszym ważnym sojusznikiem w NATO i dużym krajem europejskim.