W Szwecji trudno jest znaleźć przychodnię, gabinet czy szpital, gdzie nie byłoby pracowników pochodzących z innych krajów. Podczas pandemii koronawirusa zwykło się podkreślać, że tutejsza służba zdrowia nie stanęłaby na wysokości zadania bez personelu o obcych korzeniach.

Przemawia za tym statystyka. 34 proc. lekarzy urodziło się za granicą. 40 proc. salowych to cudzoziemcy, podobnie jak 26 proc. młodszych pielęgniarek.

Liczba lekarzy znacznie wzrosła w latach 2005–2018 i właśnie w tej grupie większość, bo aż 65 proc., nie pochodzi ze Szwecji, najczęściej to przedstawiciele pozaeuropejskich narodowości.

Jakież było zatem wzburzenie, gdy dziennikarze „Dagens Nyheter" niedawno ujawnili, że ośrodki służby zdrowia wybierają pacjentom na ich życzenie tylko szwedzkich medyków.

Dziennikarze skontaktowali się ze 120 przychodniami lekarskimi i klinikami stomatologicznymi, zarówno publicznymi, jak i prywatnymi.

Podawali się za osoby, które mają wkrótce przeprowadzić się do gminy, do której dzwonili. Chcieli się tam zarejestrować jako pacjenci przychodni, stawiając przy tym żądanie, by ich lekarz czy dentysta był etnicznym Szwedem. By leczył ich Svensson, czyli szwedzki odpowiednik naszego Kowalskiego.

Spośród 120 placówek medycznych 51, i to w całym kraju, spełniło wymóg, by pacjent mógł się spotkać jedynie ze szwedzkim lekarzem. 40 co prawda odmówiło, ale tylko w bardzo niewielu przychodniach pracownicy podkreślili jednoznacznie swoją dezaprobatę wobec życzeń dotyczących etnicznych Szwedów.

Wiele klinik w tolerancyjnej i pluralistycznej Szwecji udzieliło też instrukcji, w jaki sposób pacjent może uniknąć wizyty u lekarza czy dentysty obcej nacji. Jedna z klinik stomatologicznych w Östersund poinformowała, że w przypadku braku satysfakcji z nazwiska specjalisty można po prostu zażądać zmiany lekarza. Z kolei prywatna klinika w Kronoberg powiadomiła, że życzenie o pochodzeniu dentysty można wpisać przy zamawianiu terminu online w polu komentarzy (tam też pacjent może zażyczyć sobie w czasie wizyty tłumacza w dowolnym języku, co nic go nie kosztuje).

Jedna przychodnia na dictum o czysto szwedzkim medyku odpowiedziała, że owszem, mają dwóch blondynów.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Śledztwo dziennikarzy „Dagens Nyheter" wywołało silne reakcje. Przewodnicząca Stowarzyszenia Lekarskiego Student Niki Shams powiedziała, że jest „bardzo zła z tego powodu, ale nie zaskoczona".

– Wiem od naszych członków, że w służbie zdrowia w kontaktach z pacjentami dyskryminacja i rasizm nie należą do rzadkości – stwierdziła. – Członków naszego stowarzyszenia nie można tak sobie odrzucać. Przychodzi się do lekarza, który ma największe kompetencje, a nie ze względu na pochodzenie etniczne czy kolor skóry – podkreślała. Dodała również, że sprawę należy koniecznie zbadać.

Weryfikacji domagają się także m.in. Stowarzyszenie Stomatologów oraz socjal- demokraci w regionie Sztokholmu.

Rzecznik ds. Dyskryminacji Lars Arrhenius mówił, że jeżeli pracodawca, by spełnić życzenie pacjenta, bierze pod uwagę etniczność, np. w opracowaniu grafiku przyjęć, to może być to łamaniem prawa. Pracodawca nie ma prawa dyskryminować lub lekceważyć kogoś ze względu na przynależność etniczną, tłumaczył.

Rzecznik może w tej sprawie przeprowadzić badanie. I tłumaczy, że w przypadku, gdy któryś z lekarzy zgłosi, że narażono go na dyskryminację, to jest on gotów wszcząć proces i wystąpić o zadośćuczynienie lub rekompensatę z tytułu naruszenia prawa.