Władimir Putin i Angela Merkel w piątek najpierw złożą kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza pod ścianami Kremla, następnie udadzą się na zamkniętą dla dziennikarzy rozmowę, ale zapowiadają wspólną konferencję prasową.

Mają wiele tematów do omówienia. Rzecznik prasowy rządu w Berlinie Steffen Seibert w środę przypominał o przypadającej 20 sierpnia rocznicy otrucia opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, który z niemieckiego szpitala wrócił do ojczyzny i prosto z lotniska trafił do więzienia. Rosja zignorowała wszystkie apele Niemiec, które domagają się śledztwa oraz ukarania winnych zamachu na życie opozycjonisty.

Merkel więc prawdopodobnie zapyta Putina o los Nawalnego, ale lista tematów jest bardzo długa: Afganistan, reżim Łukaszenki na Białorusi oraz relacje Rosji z Ukrainą w kontekście wojny w Donbasie, ale też utrzymania tranzytu gazu nad Dnieprem po uruchomieniu gazociągu Nord Stream 2 (NS2). Ten ostatni temat może zdominować agendę rosyjskiej wizyty Merkel, gdyż Rosja znacząco ograniczyła dostawy gazu do UE. Europa przed zimą odnotowuje rekordowo niskie zapasy surowca w magazynach, a to z kolei wywindowało ceny gazu, również w Polsce. Sytuację pogorszył też wybuch w zakładzie Gazpromu na Jamale, do którego doszło na początku sierpnia.

– Wygląda na to, że Rosja chce skłonić zachodnią Europę do jak najszybszego uruchomienia gazociągu NS2. Ograniczenie dostaw gazu na rynek europejski wzmacnia efekt rekordowych cen. To szantaż gazowy w nowych szatach – mówi „Rzeczpospolitej" Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny biznesalert.pl. – W Rosji analitycy już wprost mówią do UE: chcecie mieć tańszy gaz, szybciej uruchamiajcie NS2 – dodaje.

W Moskwie nie ukrywają, że NS2 zostanie najbardziej namacalnym owocem rosyjsko-niemieckich relacji za rządów kanclerz Merkel. – Nie była najgorszą opcją dla Rosji, bo w odróżnieniu od wielu innych niemieckich polityków, takich jak Heiko Maas (szef MSZ – red.) czy Ursula von der Leyen (wcześniej minister obrony, teraz szefowa Komisji Europejskiej), brała pod uwagę opinię USA, ale przynajmniej uwzględniała nasze interesy. Przygotowujemy się do tego, że po jej odejściu stosunki Rosji z Niemcami mogą się pogorszyć – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, szef związanego z Kremlem moskiewskiego Centrum Informacji Politycznej. – Merkel niewiele może już zrobić, jest jak żołnierz, który skończył służbę i wraca do domu – dodaje. Jest przekonany, że ostatnia wizyta kanclerz Merkel w Moskwie ma bardziej symboliczne znaczenie. Zwłaszcza dla Władimira Putina, który za swoich rządów żegna już drugiego niemieckiego przywódcę. Z poprzednim do dziś łączy go osobista przyjaźń. Gerhard Schröder (kanclerz w latach 1998–2005) jest szefem rady dyrektorów w rosyjskim koncernie naftowym Rosnieft i jednym z głównych lobbystów Rosji na Zachodzie.

Swojemu następcy Merkel pozostawia tlącą się od ponad siedmiu lat wojnę w Donbasie i podpisane w 2015 r. porozumienia mińskie, które parafowała wraz z ówczesnym prezydentem Francji Françoisem Hollande'em.

Swoją wizją co do przyszłości Donbasu zapewne podzieli się w niedzielę z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim podczas swojej ostatniej wizyty w Kijowie. Nie wykluczono, że po raz ostatni weźmie udział w spotkaniu liderów „formatu normandzkiego", jeżeli przekona do tego Putina. Nad Dnieprem liczą też, że przywiezie z Moskwy gwarancje utrzymania tranzytu gazu przez Ukrainę po 2024 r., wtedy wygaśnie obecna umowa tranzytowa Kijowa z Gazpromem. W przeciwnym wypadku straty Ukrainy wyniosą nawet 3 mld dol. rocznie.

– Moi rodacy mają niejednoznaczny stosunek do Angeli Merkel. Zrobiła bardzo dużo, by powstrzymać potężną agresję Rosji przeciwko Ukrainie w 2014 r. Wniosła bardzo poważny wkład w nasze bezpieczeństwo, bo w tamtych dniach i tygodniach dosłownie powstrzymywała Władimira Putina i robiła wszystko, co można – mówi „Rzeczpospolitej" Witalij Portnikow, znany ukraiński politolog i publicysta. – Nie zgadzam się jednak z podejściem niemieckiego rządu do zakończenia projektu NS2. Niestety, to był wielki błąd, a jego skutki będziemy obserwować w przyszłości – dodaje.