Reklama

Pekin – nowe otwarcie

Chiny chcą rozmawiać z USA o sankcjach wobec Iranu. Czy to odwilż w relacjach dwóch gigantów?

Aktualizacja: 03.04.2010 08:43 Publikacja: 02.04.2010 20:41

- Żadnego z wyzwań XXI wieku nie uda nam się rozwiązać w pojedynkę - przekonywał gospodarzy Barack O

- Żadnego z wyzwań XXI wieku nie uda nam się rozwiązać w pojedynkę - przekonywał gospodarzy Barack Obama podczas listopadowej wizyty w Chinach

Foto: AP

Po wielu miesiącach dyplomatycznych nacisków Chiny zgodziły się na rozpoczęcie „poważnych negocjacji” w sprawie nałożenia ostrzejszych sankcji na reżim w Teheranie. Biały Dom, forsujący zaostrzenie polityki wobec Iranu, informację o zmianie stanowiska Pekinu ogłosił w dniu, w którym w stolicy Chin przebywał irański negocjator ds. atomowych Sajed Dżalili.

I chociaż Irańczyk podkreślił, że nowe sankcje sprawią tylko, iż Teheran wzmoże jeszcze prace nad technologią jądrową, to zmiana podejścia ze strony Pekinu – dysponującego prawem weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – jest sukcesem Baracka Obamy.

– To ważny krok naprzód i pierwszy istotny sygnał, że Chiny są gotowe pracować z USA nad rozwiązaniem tego problemu – zauważa w rozmowie z „Rz” Elizabeth Economy, specjalistka od Chin w Radzie Stosunków Międzynarodowych (CFR).

Podkreśla jednak, że w sprawie współpracy w kwestii irańskiej na Pekin naciskały nie tylko USA, ale również inne państwa z Rady Bezpieczeństwa oraz np. Arabia Saudyjska.

Tak czy owak chińskie „tak” zwiększa szanse na zakładany przez USA scenariusz, że do zatwierdzenia ostrzejszej linii wobec Iranu dojdzie już w najbliższych tygodniach.

Reklama
Reklama

– Chodzi o to, by ciągle zwiększać presję na Iran – mówił prezydent USA w piątkowym wywiadzie dla CBS. I tłumaczył, że nawet jeśli Teheran nie produkuje broni atomowej, to gdy będzie miał potrzebną do tego technologię, wywoła atomowy wyścig zbrojeń na Bliskim Wschodzie i destabilizację całego regionu.

[srodtytul]Telefon z Air Force One[/srodtytul]

O sposobach zmuszenia do współpracy irańskich władz – które mimo apeli, gróźb i próśb zachodnich państw ani myślą zaprzestać prac nad rozwojem technologii atomowej – Obama przez godzinę rozmawiał telefonicznie z pokładu samolotu Air Force One z chińskim przywódcą Hu Jintao. Hu potwierdził, że za niecałe dwa tygodnie zamierza przyjechać na międzynarodowy szczyt do stolicy USA.

Zgoda na udział w spotkaniu poświęconym zapobieganiu „nuklearnemu terroryzmowi” i idei świata bez broni atomowej – promowanej od roku przez świeżo upieczonego laureata Pokojowej Nagrody Nobla – może być zwiastunem poprawy niezwykle napiętych ostatnio stosunków między Pekinem a Waszyngtonem. Wielu analityków ostrzegało bowiem, że Hu może spektakularnie odrzucić zaproszenie Obamy.

[srodtytul]Niejasny sygnał[/srodtytul]

– Możliwe, że jest to sygnał polepszenia stosunków chińsko-amerykańskich. Trzeba jednak pamiętać, że to nie jest bilateralne spotkanie, ale szczyt przywódców wielu państw. Odrzucenie zaproszenia do Waszyngtonu wpłynęłoby więc nie tylko na relacje dwustronne, ale również na pozycję Pekinu na scenie międzynarodowej – zaznacza w rozmowie z „Rz” Elizabeth Economy. – Prawdziwą oznaką poprawy stosunków chińsko-amerykańskich byłoby na przykład przedłużenie wizyty Hu Jintao o dzień lub dwa. Ale wątpię, by do tego doszło – dodaje Economy.

Reklama
Reklama

Relacje między dwoma supermocarstwami znacznie się pogorszyły, gdy USA sprzedały na Tajwan wartą ponad 6 miliardów dolarów broń, a szefowa dyplomacji Hillary Clinton w ostrych słowach skrytykowała Chiny za cenzurę w Internecie i cybernetyczny atak na amerykańskie firmy. Jakby tego było mało, w lutym Barack Obama przyjął w Białym Domu przywódcę Tybetańczyków Dalajlamę XIV.

Po tej wizycie Pekin wezwał na dywanik amerykańskiego ambasadora, przekazując mu zdecydowany protest przeciw polityce USA. Chiny ostrzegły wówczas również, że rozważają zawieszenie współpracy militarnej z USA i nałożenie sankcji na niektóre amerykańskie firmy.

[srodtytul]Pekin wzmocni juana?[/srodtytul]

Do tych sporów Hu nawiązał podczas ostatniej rozmowy z Obamą, zapewniając, że chciałby „zdrowych i stabilnych relacji” z USA, ale z uwzględnieniem stanowiska Chin w kwestii Tajwanu i Tybetu. Biały Dom już pod koniec marca zapewnił nowego chińskiego ambasadora w Waszyngtonie o kontynuowaniu amerykańskiej polityki jednych Chin i poparciu „dla zmniejszenia napięć w Cieśninie Tajwańskiej”.

Waszyngton i Pekin spierają się też o kwestie gospodarcze. Administracja Obamy przekonuje, że Chiny sztucznie utrzymują kurs swojej waluty. Zaniżanie wartości juana ma im pozwalać na zwiększanie eksportu, a w konsekwencji powiększanie deficytu handlowego USA.

Według „The New York Times” administracja USA rozważała wpisanie Chin na listę państw, które manipulują swoją walutą. Dziennik zaznacza jednak, że fakt, iż Hu zgodził się na wizytę w Ameryce, oznacza prawdopodobnie, że USA nie zdecydują się na taki krok. Cytowani przez „NYT” eksperci sugerują też, że Pekin może ulec presji i w ciągu kilku miesięcy zgodzić się na zwiększenie wartości waluty.

Reklama
Reklama

[i]-Jacek Przybylski z Waszyngtonu[/i]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1447
Świat
Policja starła się w Mediolanie z protestującymi przeciwko Igrzyskom Olimpijskim
Świat
Putin budował system totalny. Czy Rosja mogła pójść inną drogą?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1444
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1443
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama