Schemat jest prosty. Kolorowy imigrant, który ma już brytyjskie obywatelstwo, jedzie do kraju swojego pochodzenia. Tam zawiera małżeństwo i sprowadza żonę do Wielkiej Brytanii. Na miejscu para się rozchodzi, a świeżo upieczony rozwodnik, po zainkasowaniu sporej sumy, znów wyjeżdża w poszukiwaniu nowej małżonki.
Sprowadzona na Wyspy kobieta otrzymuje po pewnym czasie obywatelstwo i z czasem może ściągnąć nowego, tym razem prawdziwego męża. Między innymi dzięki podobnym praktykom kolorowe społeczności w Wielkiej Brytanii rozrastają się w błyskawicznym tempie. W samym 2006 roku na Wyspach osiedliło się 47 tys. świeżo upieczonych małżonków. – Wprowadzimy nowe wymagania dla ubiegających się o wizę małżeńską i pragnących osiedlić się w Wielkiej Brytanii. Będą musieli zdawać testy z języka angielskiego. Każdy, kto tu żyje, powinien znać nasz język – zapowiedział cytowany przez „The Times” premier Gordon Brown.
Oficjalnie powodem wprowadzenia takich przepisów ma być obawa przed tym, że nieznający angielskiego imigranci mogą być w Wielkiej Brytanii wykorzystywani. Mogą dostawać najgorsze prace lub padać ofiarą domowej przemocy. Nie są też w stanie zgłosić tego na policję.
Nie jest jasne, co się stanie, jeżeli imigrant nie zda egzaminu. Czy w ogóle nie zostanie wpuszczony czy też dostanie wizę na pobyt czasowy. – Nie jestem specjalnie zaskoczony tym pomysłem. Lewicowy rząd Partii Pracy od pewnego czasu robi się twardszy w sprawach imigrantów. Takie są bowiem nastroje wyborców – powiedział „Rz” Charles Kelly, autor podręcznika dla imigrantów „Przyjedź do Wielkiej Brytanii. Żyj, pracuj, ucz się lub zwiedzaj”.
Zapowiedź wprowadzenia testów dla żon i mężów oburzyła środowiska imigrantów. Podkreślają oni, że tylko niewielka część zawieranych przez ich współrodaków małżeństw jest fikcyjna. W efekcie nowe przepisy mogą się przyczynić do rozbijania rodzin.