Kandydat na obywatela Niemiec musi prawidłowo odpowiedzieć na co najmniej 17 z 33 zadanych pytań. Egzamin kosztuje 25 euro i można go zdawać aż do skutku.

Jak podkreśliła turecka gazeta „Hürriyet”, sprawa egzaminu oraz proponowanych pytań (jest ich łącznie 310) wzbudziła niemało kontrowersji zarówno wśród przedstawicieli organizacji imigrantów, jak i polityków. Mieszkający w RFN muzułmanie (zwłaszcza 1,7 miliona Turków) skrytykowali pytania dotyczące karnawału i wpływu chrześcijaństwa na niemiecką kulturę.

Zdający będą musieli znać nazwisko aktualnego kanclerza i datę powstania RFN. Powinni wiedzieć, jakie prawa gwarantuje obywatelom konstytucja i jakie zadania ma policja. Muszą umieć wyjaśnić, co symbolizuje gest kanclerza Willy’ego Brandta, który w 1970 r. ukląkł przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie.

Jak podkreśliła minister stanu w Urzędzie Kanclerskim Maria Böhmer, rządowi chodzi o to, by nowi obywatele potrafili się lepiej zintegrować ze społeczeństwem niemieckim.

Podobne testy funkcjonują w innych krajach. W Wielkiej Brytanii trzeba np. odpowiedzieć na pytanie, co to jest Kościół anglikański, a w USA, ile jest gwiazd na amerykańskiej fladze.