Sędzia Sądu Apelacyjnego w Kijowie miał usłyszeć, że „wyleci przez okno”, jeśli rozpatrzy apelację prezydenta Wiktora Juszczenki w sprawie rozwiązania parlamentu.
Ludzie premier Tymoszenko mieli też bić sędziego po rękach, wyrywać mu długopis i utrudniać dostęp do komputera. Tak ustaliła ukraińska Służba Bezpieczeństwa, która prowadzi w tej sprawie dochodzenie. – Po tym incydencie pana Mychajła Meżewicza chronią funkcjonariusze oddziału wojsk wewnętrznych Alfa – mówił szef służb Walentyn Naływajczenko.
Obóz Tymoszenko wszystkiemu zaprzecza i mówi o prowokacjach. Odpiera także zarzuty w sprawie blokady siedziby sądu, który zajął się sprawą wyborów do parlamentu zaplanowanych na 7 grudnia.
– Ukraińskie sądy stały się zakładnikami sytuacji politycznej w naszym kraju. To precedens. Zamiast reformy mamy do czynienia z wywieraniem presji na wymiar sprawiedliwości, a nawet próbą jego zniszczenia – powiedział „Rz” kijowski publicysta Wasyl Zoria. Przypomniał, że Juszczenko niedawno zlikwidował kijowski sąd rejonowy, który podważył jego dekret o rozwiązaniu parlamentu. Podstawą była skarga złożona przez deputowanych Bloku Tymoszenko.
Szefowa rządu mówiła, że do wcześniejszych wyborów nie dojdzie. Odmówiła też ich finansowania z rezerwy budżetowej.