W przyśpieszonych wyborach na Sardynii, tradycyjnym bastionie lewicy, dotychczasowy gubernator Renato Soru przegrał z wyczarowanym przez premiera Silvia Berlusconiego z kapelusza Ugo Cappellaccim, i to aż o 9 punktów procentowych. Partia premiera Lud Wolności stała się również pierwszą siła polityczną na wyspie. Po klęsce lider opozycji Walter Veltroni podał się do dymisji.

Prezydium Partii Demokratycznej rezygnacji nie przyjęło, ale Veltroni decyzji nie zmienił. Porażka w sardyńskich wyborach była bardziej pretekstem niż powodem dymisji. Partią Demokratyczną Veltroniego od miesięcy targały wewnętrzne spory, a konflikt narastał wraz ze stale opadającymi słupkami popularności.

Rezygnacja Veltroniego to polityczna klęska i kompromitacja całej centrolewicy. Partia Demokratyczna powstała zaledwie 16 miesięcy temu w obliczu nieuchronnych przyśpieszonych wyborów parlamentarnych. Wówczas premier Prodi stał na czele rządzącej koalicji złożonej z melanżu lewicowych partii i partyjek, od betonowych komunistów, poprzez anarchistów po stateczną socjaldemokrację, które łączył jedynie wspólny wróg — Berlusconi.

Gdy przyszło do rządzenia, nie mogły się zgodzić w niczym. Stratedzy lewicy widząc nadchodzącą klęskę uznali, że należy stworzyć potężne „rozsądne” ugrupowanie centrolewicowe i pozbyć się radykalnych szkodników. Powstała Partia Demokratyczna, w której zabrakło miejsca dla komunistów, Zielonych i radykałów. Umiarkowanemu lewicowemu tworowi dał twarz charyzmatyczny burmistrz Rzymu Walter Veltroni, przedstawiciel intelektualnej „szampańskej” lewicy z predylekcją do kultury wyższej i najwyższej. Zgodnie z oczekiwaniami w przyśpieszonych wyborach w kwietniu ubiegłego roku Veltroni przegrał z Berlusconim, ale jak głosili przegrani, Partia Demokratyczna jest tworem na przyszłość i receptą na zwycięstwo dopiero w następnych wyborach. Sen o jedności skończył się jednak dość szybko. Katolicka lewica skonfliktowała się z postkomunistami. Przyjęta taktyka wobec Berlusconiego dla jednych była zbyt konfrontacyjna, dla innych nazbyt łagodna.

Pozbawiony partyjnego zaplecza Veltroni zaczął tracić wpływy na rzecz wytrawnych graczy z Demokratycznej Lewicy, głównie Massimo D’Alemy. Co więcej, Veltroni popadł w konflikt z klientelą wyborczą swojej partii w związkach zawodowych. Klęska wyborcza na Sardynii co najwyżej przyśpieszyła nieuchronną klęskę polityczną Veltroniego. Pociągnął za sobą całą centrolewicę, która będzie musiała się znów zreorganizować, przegrupować i zdefiniować na nowo. Na razie jest w szoku i chaosie. Berlusconi nie robiąc nic został chwilowo sam na placu boju. Lewicowi przeciwnicy popełnili polityczne harakiri, i to po raz drugi w ciągu 16 miesięcy.

Rządząca koalicja zachowała się wobec klęski rywali dość szarmancko. Nie było tryumfalizmu. Berlusconi powiedział tylko, że rezygnacja Veltroniego go nie zdziwiła. Jego partyjni i koalicyjni partnerzy podkreślali, że to wewnętrzna sprawa rywali, dodając, że krajowi potrzebna jest silna i konstruktywna opozycja. Najładniej zachowała się Alessandra Mussolini. Powiedziała, że rywalom w tarapatach należy okazać szacunek. Życzyła im nawet szybkiego wyjścia z kryzysu.