Szturm policyjny na budynki rządowe udał się dopiero wtedy, gdy większość demonstrantów poszła do domów. Aresztowano 193 osoby, które znajdowały się w pałacu prezydenta i gmachu parlamentu. - Zostali oskarżeni o plądrowanie, chuliganizm, rabunek i akty kryminalne - powiedział o zatrzymanych rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych.
Grupę demonstrantów rozpędzono, strzelając w powietrze ślepymi nabojami. Przerwano nadawanie kanałów telewizyjnych, które na żywo relacjonowały przebieg demonstracji.
W centrum Kiszyniowa nie działają telefony komórkowe i Internet.
Na dziś planowane są w Kiszyniowie kolejne protesty przeciwko zwycięstwu komunistów w niedzielnych wyborach parlamentarnych. Ściąga na nie opozycja z całego kraju. Liderzy partii opozycyjnych zaapelowali do swoich zwolenników, żeby powstrzymali się od przemocy i wandalizmu. Policja wystawiła posterunki na drogach wjazdowych do miasta i nie zamierza wpuszczać autobusów wiozących demonstrantów z prowincji.
Demonstrujący twierdzą, że niedzielne wybory zostały sfałszowane, mimo że Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) określiła je jako generalnie zgodne z normami międzynarodowymi. Lider opozycji Vlad Filat poinformował, że centralna komisja wyborcza odmówiła ponownego przeliczenia głosów.
[srodtytul]Prezydent: kończy się moja cierpliwość[/srodtytul]
Prezydent Vladimir Voronin, szef zwycięskiej Partii Komunistów Republiki Mołdawii (PRCM) porównał protesty do zamachu stanu i oskarżył liderów opozycji o próby przejęcia władzy przemocą. W oświadczeniu odczytanym na antenie mołdawskiej telewizji określił opozycjonistów jako "faszystów, którzy chcą zniszczyć demokrację i niepodległość Mołdawii".
Voronin, który wczoraj opowiedział się za ograniczeniem użycia siły, dziś stracił cierpliwość: - Jeśli sytuacja się powtórzy, zostaną zastosowane odpowiednie środki. Rząd ma wszelkie powody, aby podjąć je zgodnie z prawem" - oświadczył.
[srodtytul]Rosja: oczekiwania opozycji bezpodstawne[/srodtytul]
Celem niepokojów w Mołdawii jest podważenie suwerenności tego kraju - oceniło rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
MSZ wyraziło nadzieję, iż w ciągu najbliższych dni porządek konstytucyjny w Mołdawii zostanie przywrócony, a odpowiedzialne siły polityczne kraju potwierdzą wybór obywateli Mołdawii.
Odrębnie szef dyplomacji rosyjskiej Siergiej Ławrow określił żądania opozycji w sprawie powtórzenia mołdawskich wyborów jako "całkowicie bezpodstawne".
Rosja - napisano w środowym oświadczeniu MSZ - jest poważnie zaniepokojona wydarzeniami w Mołdawii. "Sądząc z haseł wykrzykiwanych na ulicach, liczby rumuńskich flag w rękach organizatorów tych zajść, ich celem jest zdyskredytowanie osiągnięć ostatnich lat w zakresie umacniania suwerenności Mołdawii, a także wpłynięcie na zmianę wyniku wyborów" - skonstatowano w dokumencie, dodając iż "rosyjskie MSZ ma nadzieję, iż zwycięży zdrowy rozsądek".
[srodtytul]Rumuński ambasador personą non grata[/srodtytul]
- Mołdawia uznała ambasadora Rumunii w Kiszyniowie za persona non grata - poinformowała rosyjska agencja RIA-Nowosti, powołując się na mołdawskiego prezydenta Vladimira Voronina.
Prezydent oskarżył Rumunię o zaangażowanie w antyrządowe protesty w Kiszyniowie.
Rumuńskie MSZ stanowczo odrzuca te sugestie: "To prowokacja. To nie do zaakceptowania, że komunistyczne władze w Kiszyniowie przenoszą odpowiedzialność za wewnętrzne problemy Republiki Mołdawii na Rumunię" - napisano w komunikacie.
Rumuńskie władze zapowiedziały też, że nie wprowadzą żadnych nowych ograniczeń w ruchu granicznym dla obywateli Mołdawii.
[ramka]Według wstępnych danych, w niedzielnych wyborach PRCM zdobyła ok. 50 proc. głosów, co daje komunistom 61 miejsc w 101-osobowym parlamencie.
Trzy proeuropejskie partie opozycyjne uzyskały razem 35 proc. głosów. Partia Liberalna (PL) otrzymała 13 proc. głosów, Partia Liberalno-Demokratyczna (PLDM) 12, a "Sojusz Nasza Mołdawia" 10 proc. głosów.
Głosy oddane na partie, które nie przekroczyły 6-procentowego progu wyborczego zostaną rozdzielone między cztery partie, które weszły do parlamentu.[/ramka]