Mohammed, to zdaniem śledczych jeden z najniebezpieczniejszych terrorystów wszech czasów i postać numer trzy w al Kaidzie. Pojmany w marcu 2003 r. w Pakistanie, kilka lat był przetrzymywany w tajnych więzieniach CIA. Według informacji mediów, którym zaprzeczają polskie władze, trafił m.in. do bazy w Szymanach. We wrześniu 2006 r. wraz z kilkunastoma innymi ważnymi bojownikami al Kaidy został przewieziony do Guantanamo. To w amerykańskiej bazie na Kubie przyznał się, że od „A do Z” przygotował plan zamachów z 11 września 2001 r. na World Trade Center, w którym zginęło prawie trzy tysiące ludzi. Opowiedział też, że przygotowywał około 30 innych ataków, w tym na Jana Pawła II, na nowojorską giełdę i Empire State Building. Wyznał, że w Pakistanie w 2002 r. poderżnął gardło korespondentowi dziennika „Wall Street Journal” Danielowi Pearlowi.
Z informacji wywiadu USA wynika jednak, że Chalid Szejk Mohammed był poddany ostrym technikom przesłuchań, m.in. podtapianiu. Podobno, w zależności od sprawności stosujących tę metodę śledczych i wytrwałości podejrzanych, przesłuchiwany wytrzymuje torturę od kilku do kilkunastu sekund. Wobec Mohammeda metody tej użyto 183 razy, co może uniemożliwić wykorzystanie jego zeznań w procesie przed cywilnym sądem.
– Zgodnie z prawem dowody zdobyte z wykorzystaniem tortur nie powinny być zaakceptowane – tłumaczy „Rz” Katherine O’Shea z organizacji Reprieve, reprezentującej około 30 więźniów obozu Guantanamo. – Bardzo się cieszymy, że wreszcie rozpocznie się ten proces, mamy nadzieję, że będzie sprawiedliwy – dodaje.
Część ekspertów i rodziny zabitych w atakach na WTC obawiają się, że adwokaci podejrzanych doprowadzą do odrzucenia większości kluczowych dowodów i być może skończy się na uniewinnieniu podejrzanych. Rozprawa może też być okazją do popisów Mohammeda, który twierdzi, że choć nie lubi zabijać dzieci, to musiał to robić, bo tego wymagała wojna, którą muzułmanie prowadzą z USA, Izraelem i całym Zachodem. Porównywał też siebie i Osamę bin Ladena z Jerzym Waszyngtonem.
Razem z Mohammedem na rozprawę w gmachu sądu na Manhattanie, który mieści się niedaleko miejsca, gdzie stały bliźniacze wieże, ma trafić czterech podejrzanych, oskarżonych m.in. o pomoc w planowaniu zamachów i zbieraniu pieniędzy na ich sfinansowanie. Wszystkim grozi kara śmierci. Część komentatorów obawia się, że proces narazi Nowy Jork na nowe zamachy, ale prokurator generalny Eric Holder przekonywał w piątek, że nie ma takiego zagrożenia.