[b]Rz: FBI podczas jednej operacji aresztowało aż jedenastu agentów wywiadu. To dość nietypowe.[/b]

[b]Peter Earnest:[/b] To rzeczywiście niezwykłe. Zwłaszcza że Dmitrij Miedwiediew dopiero opuścił nasz kraj. Być może wysyłamy Rosjanom jakąś wiadomość.

Cała sprawa jest jednak dziwna. Już sam fakt, że według FBI była to siatka, która wzajemnie się ze sobą kontaktowała, jest niecodzienny, ponieważ zazwyczaj nielegalni działają w pojedynkę lub we dwoje. W przeciwnym razie wystarczy, że jeden zostanie aresztowany i może wydać wszystkich pozostałych. W klasycznych operacjach kontrwywiadowczych, gdy zlokalizuje się jednego agenta, obserwuje się go, by sprawdzić, z kim jeszcze się kontaktuje. Z pozwu wynika, że tak było również w tym przypadku i że FBI miało tych ludzi na oku przez dłuższy czas.

[b]Jak może brzmieć wiadomość, którą w ten sposób Ameryka przekazuje Rosji? [/b]

Nie wiem. Wiem tylko, że moment przeprowadzenia tej operacji jest zastanawiający. Dziwi również fakt, że mieli oni zdobywać informacje dotyczące polityki rządu. Z powodu sfałszowanych tożsamości nie mogli się przecież ubiegać o pracę w administracji rządowej lub w firmach związanych z obronnością. Wygląda więc na to, że mieli po prostu wychwytywać plotki.

[b]Jakie skutki dla stosunków rosyjsko-amerykańskich może mieć ta sprawa?[/b]

Za każdym razem skandal szpiegowski powoduje pewne napięcia we wzajemnych relacjach. Ale ostatnio stosunki z Rosją się poprawiały. Powiedzmy więc, że był to wybój na drodze.

[b]Czy po zakończeniu zimnej wojny rosyjscy szpiedzy wciąż są tak aktywni w USA jak za czasów zimnej wojny?[/b]

Szpiedzy działali na świecie od początku jego pisanej historii, a zapewne i wcześniej. Z pewnością Rosja i USA nie przestały się więc wzajemnie szpiegować wraz z zakończeniem zimnej wojny.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już dziś, oglądaj relację z Gali wręczenia nagród na rp.pl

Dowiedz się więcej

[b] Czy nie można było tych szpiegów aresztować po cichu i, zamiast informować media, zaproponować Rosjanom wymianę agentów? [/b]

- To byłoby nie po amerykańsku. Zazwyczaj w USA ludzie są aresztowani i formalnie oskarżani przed sądem, a nie przetrzymywani gdzieś potajemnie. Ciekawe jest to, że nie postawiono im wprost zarzutu szpiegostwa, ale niezgłoszenia, że są agentami obcego kraju – za co grozi do pięciu lat więzienia. Części postawiono też poważniejszy zarzut prania brudnych pieniędzy (za tóre można już dostać 20 lat – red.).

[b]Rosyjscy agenci zakopywali koperty z pieniędzmi, a do komunikacji używali między innymi alfabetu Morse'a. Czy sposoby, jakimi się posługiwali, nie robią na panu wrażenia, że rosyjski wywiad ciągle nie wyszedł poza staroświeckie techniki szpiegowskie?[/b]

- Rzeczywiście stosowali oni klasyczne techniki szpiegowskie, takie jak „dead drop” (polegające na przekazywaniu pieniędzy lub informacji za pomocą skrytek ukrytych w miejscach publicznych – red.) czy „brush pass” (czyli agentów, którzy „ocierając się” o siebie, zazwyczaj w zatłoczonych miejscach, przekazują sobie coś z ręki do ręki – red.). Korzystali też z fałszywych tożsamości. Z pozwu wynika jednak, że wykorzystywali oni również nowoczesne techniki elektroniczne. Dwóch agentów komunikowało się np. między sobą, używając laptopów połączonych w lokalną sieć bezprzewodową. Stosowali też nowoczesne sposoby kodowania wiadomości, między innymi wykorzystując techniki steganografii, czyli kodowania wiadomości (w tym przypadku – na stronach internetowych) w taki sposób, by były niewidoczne dla zwykłych internautów, a do których odczytania potrzebny jest specjalny kod. Używali więc kombinacji tradycyjnych i nowoczesnych technik.

[i] —rozmawiał w Waszyngtonie Jacek Przybylski[/i]

[i]Peter Eearnest pracował w CIA przez 36 lat, w tym 25 lat w utajnionej strukturze wewnątrz agencji, znanej jako NCS. Brał udział w operacjach w Europie i na Bliskim Wschodzie.[/i]