„Po śniadaniu ruszamy na okupowane przez Rosję Prusy Wschodnie. Wzdłuż bursztynowego wybrzeża do Cranz oraz Königsbergu z jego 700-letnią niemiecką historią” – w ten sposób pismo „Bayernkurier” zachęca czytelników do wzięcia udziału w wycieczce turystycznej. Numer gazety z tym artykułem wyszedł kilka dni temu i początkowo nikt nie zwrócił uwagi na formułę „okupowane Prusy Wschodnie”.
Sprawa stała się głośna dopiero po tekście w „Die Welt”, który pytał, jak to jest możliwe, że „Bayernkurier” nie zauważył, że tereny te nie należą już do Niemiec. Wydawcą pisma jest premier Bawarii Horst Seehofer, a tygodnik ukazuje się w nakładzie 50 tys. egzemplarzy i jest finansowany z pieniędzy CSU.
[wyimek]W ofertach podróży występują tylko dawne niemieckie nazwy miejscowości [/wyimek]
– Nie ma o co kruszyć kopii. Ogłoszenie ukazało się w postaci broszury reklamowej pewnej firmy turystycznej, z którą nasze pismo współpracuje – tłumaczył „Rz” Heinrich Maetzke z „Bayernkurier”. Ubolewał wprawdzie z powodu zaistniałej pomyłki, ale zaznaczył, że nie ma powodów, aby podejrzewać organ CSU o złe intencje. Broszurę wydrukowało biuro podróży i jedynym niedopatrzeniem „Bayernkuriera” było to, że nikt w redakcji nie przyjrzał się jej treści. Biuro podróży Wembacher Reisen, które od dawna organizuje wyprawy turystyczne dla czytelników „Bayernkuriera”, bije się w piersi.
Wiele tych wycieczek prowadzi także do Polski, na byłe niemieckie obszary. Podobnie jak w przypadku obwodu kaliningradzkiego w ofertach podróży występują wyłącznie dawne nazwy miejscowości: Danzig, Stolp (Słupsk) czy Zoppot (Sopot). Trudno podejrzewać, że może to wywołać u niemieckich turystów wrażenie, że jadą na tereny znajdujące się wciąż pod okupacją. Jednak używanie podwójnych nazw geograficznych sprzyjałoby klarowności.