65-letnia przywódczyni opozycji pierwszy raz od siedmiu lat mogła w sobotę opuścić swój dom przy alei Uniwersyteckiej w Rangunie. Strażnicy usunęli zasieki i rozstawione wokół posterunki. W niedzielę Aung San Suu Kyi zjawiła się w siedzibie swojej byłej partii, przed którą czekało na nią kilka tysięcy osób.
– Demokracja jest wtedy, kiedy obywatele mogą kontrolować rząd. Nie traćcie nadziei i walczcie o swoje prawa. Bo wystąpienie jednej kobiety nie jest jeszcze demokracją – mówiła. Przypominała, że fundamentem demokracji jest wolność słowa. Na pytanie z tłumu, czy nie boi się, że władze znowu uderzą w opozycję, odpowiedziała: – Mam nadzieję, że nie. Popatrzcie na te tłumy. Nikt nie zachowuje się agresywnie.
Jasno dawała do zrozumienia, że nie zależy jej na konfrontacji z władzami. – Nie żywię żadnej urazy do tych, którzy mnie przetrzymywali w areszcie domowym. Służby bezpieczeństwa traktowały mnie dobrze – mówiła.
[srodtytul]Symbol demokracji[/srodtytul]
Aung San Suu Kyi jest symbolem walki o demokrację w Birmie, którą od 1962 rządzi wojskowa junta. Pod koniec lat 80. podjęto próby demokratyzacji kraju, ale zwycięstwo opozycyjnej partii z Suu Kyi na czele doprowadziło do kolejnego zamachu stanu i umocnienia dyktatury.