[i]Jerzy Haszczyński z Gazy[/i]
W poniedziałek, jak zwykle 15 listopada, na Zachodnim Brzegu Jordanu było święto, dzień wolny od pracy. W ten sposób Palestyńczycy odwołujący się do tradycji Organizacji Wyzwolenia Palestyny pod przywództwem Jasera Arafata wspominają proklamowaną 15 listopada 1988 roku na spotkaniu w Algierze deklarację niepodległości. Kilkadziesiąt kilometrów na zachód, w drugiej części Autonomii Palestyńskiej – strefie Gazy, nie ma żadnych obchodów. Nikt nie śmiał zorganizować nawet małej ceremonii. Nie pozwolił na to rządzący tu niepodzielnie od ponad trzech lat radykalny Hamas. Hamasowi nie przeszkadzało, jeśli ktoś organizował niedawno przywleczoną ze znienawidzonej Ameryki zabawę Halloween, ale nie zgodził się na obchody święta bliskiego jego politycznemu rywalowi Fatahowi, który jest najsilniejszą frakcją OWP.
– No cóż, muszę przyznać, że działamy w myśl zasady wet za wet. Fatah nie pozwala nam organizować naszych świąt na Zachodnim Brzegu, to my nie pozwalamy im w Gazie. To nasz wspólny błąd, że tak wobec siebie postępujemy – mówi „Rz” Ahmed Jusef, wiceszef dyplomacji hamasowskiego rządu w Gazie nieuznawanego przez Zachód.
– Zresztą, co tu świętować. Nie ma żadnej niepodległości – dodaje. I w tej sprawie zgadzają się z nim zwolennicy Fatahu. Niepodległości nie ma, jest izraelska okupacja. Ale są palestyńskie symbole, które Hamas albo likwiduje, albo usuwa w cień.
[srodtytul]Trudny patriotyzm[/srodtytul]