77. rocznicę Wielkiego Głodu w latach 1932 – 1933, pamięć jego ofiar uczciły w sobotę tysiące Ukraińców. Zapalali świece, uczestniczyli w nabożeństwach i wiecach żałobnych. Do rodaków dołączyli politycy wygłaszający przemówienia i chcący przypomnieć o swoim istnieniu.
Janukowycz wziął udział w nabożeństwie celebrowanym przez metropolitę Wołodymyra, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego patriarchatu moskiewskiego. W oświadczeniu do narodu stwierdził, że „Wielki Głód był prawdziwym Armagedonem” (jego zapowiedź znajduje się w Apokalipsie św. Jana, ma tam dojść do ostatecznej bitwy między siłami dobra i zła przed końcem świata – red.). Przekonywał też, że władze robią wszystko, by ofiary tragedii nie zostały zapomniane.
Historycy przypomnieli Janukowyczowi, że gdy został prezydentem, z jego portalu zniknęła strona o Wielkim Głodzie, a szefem Instytutu Pamięci Narodowej, który dokumentuje zbrodnie reżimu sowieckiego, mianował ideologa komunizmu. Janukowycz nie uznaje też Wielkiego Głodu za ludobójstwo. Z tego powodu nacjonalistyczna partia Swoboda chce podać go do sądu.
– Dla Janukowycza Wielki Głód to albo fikcja, albo cena, którą trzeba było zapłacić za budowę wspaniałego Kraju Rad – uważa prof. Myrosław Marynowycz z Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie. Przekonuje, że gdyby nie zasługi poprzednika Janukowycza Wiktora Juszczenki, obchody nie miałyby takiego wydźwięku i nie odbywałyby się na szczeblu ogólnokrajowym.
Obrońcy praw człowieka dziwią się, że Janukowycz, który w przededniu obchodów złożył wizytę w Moskwie, w ogóle w nich uczestniczył. – Pewnie nie mógł zignorować nastrojów większości Ukraińców, którzy przywiązują ogromną wagę do tej tragedii. A wypowiedź o Armagedonie to po prostu zabieg, by nie wspominać o winie rosyjskiego imperium – mówi „Rz” znany dysydent Łewko Łukianenko.