Dziś rano premier ma przewodniczyć posiedzeniu sztabu antykryzysowego. Rozruchy objęły wczoraj dalsze dzielnice Londynu, m.in. Hackney, Lewisham i Croydon. O zamieszkach doniesiono też z drugiego największego miasta w Anglii – Birmingham. Atakom na policję towarzyszyły grabieże i podpalenia. Laburzystowska posłanka Diane Abbot porównała Hackney do „sfery działań wojennych". Grupy młodych ludzi atakowały policjantów, plądrowały sklepy i podpalały samochody.

Komendantka londyńskiej policji metropolitalnej Christine Jones przyznała, że nie spodziewała się kolejnych wybuchów przemocy na taką skalę jak w nocy z soboty na niedzielę. Wściekły tłum zdewastował wtedy dzielnicę Tottenham, raniąc 30 funkcjonariuszy.

– Funkcjonariusze są zszokowani niezwykłą skalą przemocy skierowaną bezpośrednio przeciwko nim – podkreśliła Jones.

Przyczyną wybuchu zamieszek była śmierć 29-letniego Marka Duggana, mieszkańca Tottenhamu, który zginął w czwartek podczas wymiany ognia z usiłującą go aresztować policją. Jego rodzina uważa, że funkcjonariusze dokonali na nim egzekucji. Według niej Duggan „nie strzelałby do policji".

W Tottenham imigrant z Karaibów uzyskał już status męczennika. Mieszkańcy dzielnicy Tottenham zorganizowali czuwanie przy świecach dla uczczenia jego pamięci. Według brytyjskich mediów ten ojciec trójki dzieci był handlarzem narkotyków i członkiem znanego gangu. Nosił przy sobie broń.