Były prezydent ZSRR, twórca pierestrojki Michaił Gorbaczow mówił w środę na konferencji prasowej, że o wynikach wyborów w Rosji decydują nie wyborcy, tylko fałszerstwa i naciski oraz szara eminencja Kremla, wiceszef administracji prezydenckiej Władisław Surkow „ze swoją drużyną". Skrytykował obecną sytuację w Petersburgu, gdzie kampania przed przedterminowymi wyborami do rady miasta odbywa się w warunkach niespotykanych nacisków administracji oraz urzędniczo-policyjnych prześladowań opozycji.

Dziesięć putinowskich ofensyw

– Potrzebne są wolne wybory, a nie jakieś fronty. Już zrobili front i ciekawe, co zrobią dalej? Przeczytamy o dziesięciu putinowskich ofensywach? – szydził twórca pierestrojki. To aluzja do „dziesięciu stalinowskich ofensyw", które według radzieckiej propagandy z lat 40. miały zdecydować o wynikach wojny, a także do stworzonego ostatnio przez premiera Władimira Putina Frontu Narodowego, do którego przed wyborami masowo i po części przymusowo zapisywani są Rosjanie. Gorbaczow zastrzegł, że pierwszy okres władzy Putina ocenia pozytywnie, bo obecny premier podniósł wtedy państwo z zupełnego upadku, do jakiego doprowadziły je rządy Borysa Jelcyna. Teraz jednak rządząca Jedna Rosja ciągnie kraj wstecz i „próbuje być jakimś gorszym wariantem KPZR". Kraj toczy korupcja („a przecież można ją zwalczyć – w Gruzji się udało"), śmiertelność jest „na poziomie Afryki". Rośnie ubóstwo, nierówność w dostępie do edukacji („ja byłem z wiejskiej rodziny i ukończyłem uniwersytet, nie wiem, czy teraz by mi się to udało") i służby zdrowia. – Churchill powiedział, że demokracja to zły system, ale wszystkie inne są jeszcze gorsze – mówił były prezydent ZSRR. – Ile można próbować, czy przypadkiem jednak autorytaryzm nie może być lepszy? Państwowe media pominęły krytyczne wobec Putina uwagi Gorbaczowa. Były szef KPZR mówił, że w 1991 roku wiedział o przygotowywanym puczu. Nie reagował, bo chciał uniknąć przelewu krwi, który mógłby się przekształcić w wojnę domową. Za swój największy błąd uz- nał to, że w kwietniu 1991 roku, gdy w Komitecie Centralnym KPZR chwilowo przewagę uzyskali twardogłowi, nie zdecydował się opuścić partii komunistycznej i utworzyć własnej, demokratycznej, do czego namawiała go część współpracowników. Wspominając rok 1991, tysiące ludzi gotowych umrzeć w obronie demokracji i wielusettysięczne wiece (kiedy dziś w 14-milionowej Moskwie demokratycznej opozycji uda się wyprowadzić na ulicę kilka tysięcy ludzi, ma poczucie sukcesu), rosyjscy i zagraniczni obserwatorzy mówią o uderzającej różnicy między ówczesnym a obecnym społeczeństwem. – Gdyby wtedy ktoś powiedział, że za dziewięć lat prezydentem zostanie pułkownik KGB, a potem generałowie KGB będą merami i gubernatorami, wszyscy uznaliby takiego człowieka za wariata – mówi popularny karykaturzysta Andriej Bilżo.

Rok 1991 – rosyjska tragedia?

Czołowy ośrodek socjologiczny – Centrum Lewady publikuje wyniki badań. Jedynie 10 procent Rosjan określa wydarzenia z sierpnia 1991 roku jako „zwycięstwo demokracji". 39 procent uważa je za „tragedię mającą fatalne następstwa", a 35 procent sądzi, że był to „po prostu epizod w walce o  władzę w najwyższym kierownictwie kraju". Te oceny są podobne od lat. – Sierpień 1991r.  i demokracja na trwałe skojarzyły się ludziom z tym, co nastąpiło potem, czyli rozpadem ZSRR, który dla Rosjan był po prostu ojczyzną, a przede wszystkim  z krachem gospodarczym i rozpadem wszystkich form bezpieczeństwa socjalnego – komentuje w  rozmowie z „Rz" wiceszef centrum Lewady Aleksiej Grażdankin. – Pod koniec istnienia Związku Radzieckiego było odwrotnie, demokracja kojarzyła się z bezpieczeństwem i dobrobytem – cechami Zachodu takiego, jak postrzegali go obywatele ZSRR. Nastąpiło ogromne rozczarowanie. Według socjologa wyniki badań nie oznaczają, że większość Rosjan odrzuca demokrację. – Musząc wybierać między demokracją a dobrobytem i bezpieczeństwem, wybierają to drugie, i nie jest to specyficzne dla Rosji – uważa Grażdankin. Jak długo tak będzie? Odpowiadając na to pytanie, wiceszef Lewady zwraca uwagę, że kiedy w połowie minionej dekady ceny ropy i gazu wzrosły, co pociągnęło za sobą wzrost poziomu życia przeciętnych Rosjan, odsetek negatywnych ocen wydarzeń z sierpnia 1991 roku mocno spadł. Kiedy jednak poziom życia znów poszedł w dół, oceny tych zdarzeń też się pogorszyły. Stąd wniosek, że demokracja będzie w Rosji niepopularna, dopóki trwale nie wzrosną poziom życia i poczucie bezpieczeństwa obywateli.