Niezależnie od tego, kto we wtorkowy wieczór lokalnego czasu okaże się zwycięzcą amerykańskich wyborów, przełomu w stosunkach z zagranicą – w tym z Polską – nie należy się spodziewać. W grę może wchodzić co najwyżej rozłożenie akcentów.
Będzie to nieuniknione nawet w przypadku kolejnych czterech lat Baracka Obamy w Białym Domu. Nie jest tajemnicą, że z gabinetu odejdzie sekretarz stanu Hillary Clinton i jej miejsce będzie musiał zająć ktoś inny.
W czasie pierwszej kadencji obecnego prezydenta uwaga Waszyngtonu przesunęła się zdecydowanie na Wschód – w stronę Chin i Pacyfiku, choć dyplomacja Stanów Zjednoczonych musiała reagować także na wydarzenia od niej niezależne, takie jak arabska wiosna.
– Europa pozostaje bardzo ważna dla Stanów Zjednoczonych, ale za czasów kadencji Obamy nie stanowiła dla dyplomacji USA poważniejszego wyzwania. Oczywiście poza problemami gospodarczymi – mówi „Rz” Susan Lotarski, wiceprezes Kongresu Polonii Amerykańskiej.
Ze Starym Kontynentem łączą Amerykę silne, stabilne relacje. Dlatego też nie należy się spodziewać zasadniczych zmian w stosunkach z UE oraz Polską. Nie będzie też przełomu w planach budowy tarczy antyrakietowej. Lotarski studzi też oczekiwania zaostrzenia kursu wobec Rosji w przypadku zwycięstwa Mitta Romneya. – 35 lat doświadczenia pracy w administracji mówi mi, że po zwycięstwie wyborczym okazuje się, iż w polityce zagranicznej pole manewru jest niewielkie.
Są różnice w retoryce, a Rosja jest bez wątpienia mniej demokratycznym krajem niż w latach 90. Są jednak wzajemne powiązania i interesy, których nie można lekceważyć – dodaje. Jest jednak optymistką w sprawie zniesienia wiz dla Polaków. W końcu zwycięży rachunek ekonomiczny i interesy przemysłu turystycznego.
Polscy politycy są spokojni. Według Janusza Onyszkiewicza, b. ministra obrony narodowej, prezesa Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego, możemy „spokojnie przyglądać się meczowi” rozgrywanemu w USA. – Amerykańska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa nie zmienia się, gdy następuje wymiana w Białym Domu – tłumaczy w rozmowie z „Rz”. – Choć oczywiście, gdy wygra Romney i będzie realizował zapowiedzi niezmniejszania budżetu obronnego USA, będzie to dla nas korzystne.
Choć na przykład republikanie w Kongresie krytykują nadmierny koszt tarczy antyrakietowej w Europie, zwłaszcza że ma ona chronić Europę, nie USA.
Podobnie sądzi eurodeputowany Paweł Kowal (PJN), b. wiceszef MSZ. – Wiemy, kto będzie dla nas milszy: Romney. Odwiedził Polskę, powiedział nam kilka słów, które chcieliśmy usłyszeć, stara się o głosy Polonii. Ale w sensie strategicznym w razie jego wygranej nic by się nie zmieniło – mówił „Rz”. – Nie ma co liczyć na wzrost obecności USA w Europie. Model z lat 90. się skończył, może powstanie jakiś nowy – podkreśla.