Reklama

Ameryka czeka na nowe starcie Bush vs. Clinton

Coraz większe są szanse na to, że po wyborach w 2016 r. kolejny prezydent USA będzie reprezentował znany klan polityczny.

Aktualizacja: 07.01.2015 06:27 Publikacja: 07.01.2015 00:15

Hilary Clinton

Hilary Clinton

Foto: AFP

O prezydenckich ambicjach Hillary Clinton wiadomo od dawna – w 2008 r. przegrała przecież walkę o nominację Partii Demokratycznej z rosnącym wówczas w siłę Barackiem Obamą. Potem służyła w jego administracji, ale jej odejście z Departamentu Stanu też zostało uznane za chęć budowania politycznych fundamentów przed wyścigiem wyborczym w 2016 roku.

Strategia o tyle zrozumiała, że w drugiej kadencji każdego prezydenta obserwowane jest zjawisko zmęczenia władzą i spadku popularności w sondażach. Doświadczył tego swego czasu mąż Hillary, Bill, którego dodatkowo pogrążyła afera rozporkowa.

Hillary Clinton w czasie służby w administracji Obamy pokazała Amerykanom, że jest w stanie prowadzić politykę zagraniczną. Na dalszym pozostawaniu w gabinecie mogła politycznie tylko tracić.

O tym, że do Białego Domu chce wystartować także Jeb Bush, mówiło się już trochę ciszej. Aż do grudnia 2014 r., kiedy brat i syn dwóch republikańskich prezydentów  – George'a H.W. Busha i George'a  W.  Busha – oświadczył, że zamierza zbadać możliwość kontynuacji rodzinnych tradycji. Wycofał się też z rad nadzorczych różnych spółek i organizacji, które zbytnio wiązałyby go z wielkim biznesem. Już sama deklaracja o zainteresowaniu wyborczym wyścigiem wystarczyła, aby Jeb Bush, który w latach 1999–2007 był gubernatorem Florydy (i to niezłym, bo był jedynym republikaninem w historii, który uzyskał reelekcję), znalazł się w sondażach na czele potencjalnych kandydatów Partii Republikańskiej do Białego Domu. W najnowszym sondażu CNN/ORC 23 proc. republikanów zadeklarowało poparcie dla niego w prawyborach. Następny na liście, a zarazem dotychczasowy faworyt gubernator stanu New Jersey Chris Christie miał już tylko 13 proc. poparcia, inni jeszcze mniej.

Wśród demokratów wątpliwości nie ma wcale. Aż 66 proc. wyborców tej partii wsparłoby w prawyborach Hillary Clinton. Następna w kolejce senator Elizabeth Warren z Massachusetts ma tylko 9 proc. poparcia. Wobec spadku popularności obecnego prezydenta trudno przypuszczać, aby akces do wyścigu o Biały Dom zgłosił któryś z obecnych współpracowników Baracka Obamy, np. wiceprezydent Joe Biden czy sekretarz stanu John Kerry.

Reklama
Reklama

W bezpośrednim starciu najlepiej wśród republikanów poradziłby sobie także Jeb Bush, choć uległby Hillary Clinton w stosunku 41–54 – wskazują sondaże. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero wstępne harce. Proces wyłaniania kandydatów w prawyborach rozpocznie się dopiero za rok. Pomijając różnice ideologiczno-polityczne (Clinton uchodzi za lewicową liberałkę, Bush za umiarkowanego konserwatystę), to żona byłego prezydenta ma na początku rywalizacji pewną przewagę. Jeb Bush musi sobie poradzić ze schedą po bracie, który kojarzony jest z niepopularną wojną w Iraku i kryzysem finansowym. Z kolei Hillary przekuła na swoją korzyść skandale obyczajowe męża – wyszła z nich z godnością, bez uszczerbku dla swojej kariery politycznej. Amerykanie zresztą dużo bardziej cieplej wspominają okres towarzyszącej prezydenturze Billa Clintona prosperity niż dużo burzliwsze lata 2001–2009, kiedy prezydentem był George W. Bush.

Na korzyść demokratki przemawia także doświadczenie. Jako gubernator Florydy Jeb Bush zajmował się co prawda takimi problemami jak imigracja czy oświata. Wypowiadał się na temat wojny w Afganistanie czy przyszłości Kuby, bo jako gubernator Florydy nie mógł się nie liczyć z głosami wpływowej grupy imigrantów z wyspy. Najmłodszy z rodu Bushów nie ma doświadczenia w polityce zagranicznej, ale może jednak liczyć na pomoc Condoleezzy Rice, byłej sekretarz stanu w gabinecie jego brata. Cieszy się też poparciem świata biznesu.

Szanse na polityczne déja vu z 1992 roku, kiedy po raz pierwszy na kartach wyborczych w walce o Biały Dom pojawiły się nazwiska Bush i Clinton, są spore. Do listopada 2016 roku pozostaje jeszcze jednak dużo czasu, a historia – wbrew porzekadłom – nie zawsze lubi się powtarzać.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1433
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1431
Świat
To koniec Europy jaką znamy, pożegnajmy USA. Chiny niszczą stary ład
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1430
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama