O prezydenckich ambicjach Hillary Clinton wiadomo od dawna – w 2008 r. przegrała przecież walkę o nominację Partii Demokratycznej z rosnącym wówczas w siłę Barackiem Obamą. Potem służyła w jego administracji, ale jej odejście z Departamentu Stanu też zostało uznane za chęć budowania politycznych fundamentów przed wyścigiem wyborczym w 2016 roku.
Strategia o tyle zrozumiała, że w drugiej kadencji każdego prezydenta obserwowane jest zjawisko zmęczenia władzą i spadku popularności w sondażach. Doświadczył tego swego czasu mąż Hillary, Bill, którego dodatkowo pogrążyła afera rozporkowa.
Hillary Clinton w czasie służby w administracji Obamy pokazała Amerykanom, że jest w stanie prowadzić politykę zagraniczną. Na dalszym pozostawaniu w gabinecie mogła politycznie tylko tracić.
O tym, że do Białego Domu chce wystartować także Jeb Bush, mówiło się już trochę ciszej. Aż do grudnia 2014 r., kiedy brat i syn dwóch republikańskich prezydentów – George'a H.W. Busha i George'a W. Busha – oświadczył, że zamierza zbadać możliwość kontynuacji rodzinnych tradycji. Wycofał się też z rad nadzorczych różnych spółek i organizacji, które zbytnio wiązałyby go z wielkim biznesem. Już sama deklaracja o zainteresowaniu wyborczym wyścigiem wystarczyła, aby Jeb Bush, który w latach 1999–2007 był gubernatorem Florydy (i to niezłym, bo był jedynym republikaninem w historii, który uzyskał reelekcję), znalazł się w sondażach na czele potencjalnych kandydatów Partii Republikańskiej do Białego Domu. W najnowszym sondażu CNN/ORC 23 proc. republikanów zadeklarowało poparcie dla niego w prawyborach. Następny na liście, a zarazem dotychczasowy faworyt gubernator stanu New Jersey Chris Christie miał już tylko 13 proc. poparcia, inni jeszcze mniej.
Wśród demokratów wątpliwości nie ma wcale. Aż 66 proc. wyborców tej partii wsparłoby w prawyborach Hillary Clinton. Następna w kolejce senator Elizabeth Warren z Massachusetts ma tylko 9 proc. poparcia. Wobec spadku popularności obecnego prezydenta trudno przypuszczać, aby akces do wyścigu o Biały Dom zgłosił któryś z obecnych współpracowników Baracka Obamy, np. wiceprezydent Joe Biden czy sekretarz stanu John Kerry.