Korespondencja z Brukseli
W najbliższych dniach do Warszawy przyjedzie David Cameron, żeby z nową polską premier rozmawiać o negocjacjach dotyczących pozostania Wielkiej Brytanii w strefie euro. Beata Szydło jest jednym z ostatnich przywódców, z którymi musi się skonsultować brytyjski premier, zanim wspólnie z Donaldem Tuskiem zdecyduje, czy zabiegać o porozumienie już na najbliższym szczycie UE 17–18 grudnia.
Usłyszy zapewne, że może liczyć na Polskę.
Korzystny pretekst
– Jesteśmy otwarci na wszystkie propozycje brytyjskie, nawet zmiany całej architektury traktatowej – powiedział dziennikarzom w Brukseli podczas szczytu UE–Turcja Konrad Szymański, minister ds. europejskich w nowym rządzie. Rządowi PiS bardzo podoba się pomysł zlikwidowania zapisu mówiącego, że euro jest walutą UE, i zastąpienia go oficjalnym uznaniem istnienia wielu walut we Wspólnocie.
Konrad Szymański w rozmowie z „Rz" potwierdził, że gwarancje dla walut narodowych, których chce Cameron, są dla nas korzystne. Bo gwarantują w przyszłości zapisy, które nie będą dyskryminowały ani krajów posługujących się funtem szterlingiem, ani tych, gdzie obowiązuje złoty. Cameron potrzebuje tych gwarancji, bo Wielka Brytania na trwałe chce pozostać poza strefą euro, co wywalczyła sobie w traktacie. Polska ma obowiązek przystąpić do strefy euro, ale nowy zapis może być dla niej wygodnym pretekstem do ciągłego zwlekania z tą decyzją.
Strefa też niechętna
– To nie byłby tylko zapis symboliczny. Miałby on poważne skutki praktyczne – mówi Paweł Świdlicki, ekspert think tanku Open Europe w Londynie. Za przykład podaje decyzję Europejskiego Banku Centralnego, który do rozliczania transakcji w euro dopuszczał tylko izby rozliczeniowe ulokowane w strefie euro, co było ogromnym ciosem dla prężnego londyńskiego City, będącego ciągle największym rynkiem finansowym w UE.
Londyn decyzję zaskarżył do unijnego sądu i wygrał. Ale nie ma żadnej gwarancji, że będzie wygrywał inne tego typu sprawy w przyszłości, dlatego chce prawnych gwarancji. – W obecnej sytuacji politycznej może liczyć na poparcie Polski, Czech czy Szwecji. Mają one co prawda obowiązek wejścia do strefy euro, ale wcale się do tego nie palą. To wygodny zapis dla tych, którzy na przykład nie chcą wprowadzić do euro przez najbliższych 20 lat – tłumaczy ekspert.