Korespondencja z Londynu

Półśrodków nie będzie. – Musimy chwycić okazję, która zdarza się raz na pokolenie, i zmienić cały kierunek historii Europy – apelował w poniedziałek w „Daily Telegraph" Boris Johnson, lider kampanii na rzecz Brexitu. W razie wygranej jego plan jest radykalny. Prawo europejskie straciłoby prymat nad przepisami brytyjskimi. Londyn zawiesiłby składkę do budżetu Wspólnoty, z której finansowana jest znaczna część funduszy strukturalnych dla Polski. A obywatele Unii nie mieliby już prawa osiedlać się i pracować w Zjednoczonym Królestwie.

– Musimy odzyskać kontrolę nad naszymi granicami – przekonuje były burmistrz Londynu.

Bruksela nie pozostałaby dłużna i odcięłaby Brytyjczykom dostęp do unijnego rynku towarów, usług i kapitału, podstawy prosperity londyńskiego City. – Albo jest się w Unii, albo nie – ostrzega niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble.

Perspektywą nadchodzącego konfliktu między Brytyjczykami i kontynentem szczególnie przerażeni są Polacy mieszkający na Wyspach. Sondaż dla tygodnika „Observer" pokazuje, że gdyby mogli, niemal w 80 proc. opowiedzieliby się za pozostaniem we Wspólnocie.

– Polacy nagle uświadomili sobie, że wyjście z Unii to całkiem realna groźba. Nie są na to przygotowani – mówi „Rz" Tadeusz Stenzel, prezes Zjednoczenia Polskiego w Londynie.

Zdaniem ekspertów Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych nawet 400 tys. spośród 800 tys. Polaków żyjących na Wyspach straciłoby w razie Brexitu źródło utrzymania i musiałoby wracać do kraju. To ci, którym nie przysługuje prawo pobytu, bo za krótko są na emigracji.

Zwolennicy Brexitu mieli do tej pory w sondażach przewagę. Ale od dwóch dni to się zmienia. W ankiecie dla „Daily Mail" 45 proc. głosujących opowiada się za utrzymaniem więzi z Brukselą, a 42 proc. przeciw. Ale to różnica, która pozostaje w granicach błędu statystycznego. – Nie mam pojęcia, kto wygra. Wielu ludzi jest wściekłych, zagubionych. Prawdopodobnie ostateczny wynik będzie zależał od tego, co się wydarzy w ostatnich dwóch–trzech dniach kampanii – mówi „Rz" Kenneth Clarke, jeden z przywódców torysów i wieloletni minister.

Wiatru w żagle dodało przeciwnikom Brexitu brutalne morderstwo w ubiegły czwartek laburzystowskiej deputowanej Jo Cox. Stała się męczennicą sprawy integracji. Ale na początku tego tygodnia zwolennicy pozostania w UE zaliczyli wpadkę, gdy lider Partii Pracy Jeremy Corbyn przyznał w BBC, że w ramach Unii nie może być limitu liczby imigrantów. A właśnie strach przed masowym napływem cudzoziemców najbardziej podsyca sprzeciw Brytyjczyków wobec imigracji.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Jednak również przeciwnicy integracji popełnili błąd. Przywódca populistycznej UKIP Nigel Farage ujawnił plakat, na którym pod zdjęciem tłumu uchodźców widnieje napis „Punkt zwrotny" („Breaking Point") i komentarz: „Unia wszystkich nas zawiodła". Taki obraz, zbytnio przypominający nazistowską propagandę, zmusił eurosceptycznych torysów do odcięcia się od UKIP. – To nie jest nasza wizja – powiedział jeden z nich, sekretarz sprawiedliwości Michael Gove.