Reklama

Zamach w Petersburgu: szukanie winnych

Cały czas rośnie liczba ofiar ataku w Petersburgu. Rosjanie zaś pytają, w jaki sposób zamachowiec przeniknął na stację metra.

Aktualizacja: 04.04.2017 21:40 Publikacja: 04.04.2017 19:02

Dzień po zamachu – kwiaty na stacji metra Technołogiczieskij Institut w Petersburgu.

Dzień po zamachu – kwiaty na stacji metra Technołogiczieskij Institut w Petersburgu.

Foto: PAP/EPA

Po zamachu terrorystycznym w metrze władze podają coraz większą liczbę ofiar śmiertelnych: już nie 10, lecz 14, zaś rannych zostało nie 47, ale 51 osób.

Według ostatnich danych 11 osób zginęło bezpośrednio w wagonie metra na skutek wybuchu, dwie kolejne zmarły zaraz po dowiezieniu do szpitali (obie już na stacji miały znajdować się w stanie śmierci klinicznej), a jedna kobieta zmarła w karetce pogotowia.

Śledczy zmienili również wersję dokonania zamachu. Wcześniej sądzono, że w metrze zdetonowano ładunek będący odpowiednikiem 200–300 g trotylu, teraz – że był to ekwiwalent aż 600–700 g materiału wybuchowego.

Bomba zaś nie znajdowała się w teczce porzuconej przy drzwiach wagonu, lecz w plecaku, który miał trzymać zamachowiec samobójca. Mimo że do zamachu nikt się nie przyznał, rosyjska prokuratura, Komitet Śledczy oraz służby specjalne niedwuznacznie sugerują, że dokonali go islamscy radykałowie.

Pierwszym śladem miało być zdjęcie tajemniczego mężczyzny z kamer obserwacyjnych metra. Gdy już opublikowały je rosyjskie media, przerażony poszukiwany sam zgłosił się na policję. Okazał się byłym wojskowym w stopniu kapitana, który walczył w Czeczenii. Andriej Nikitin po przejściu na islam przyjął imię Ilias.

Reklama
Reklama

Kolejnym podejrzanym był 23-letni student trzeciego roku petersburskiej Akademii Ekonomicznej, Kazach Maksim Aryszew. Gdy tylko rosyjskie służby poinformowały, że to on dokonał zamachu, gwałtownie zaprotestowały władze w Astanie. – On jest ofiarą, a nie sprawcą – oświadczył tamtejszy MSZ. Aryszew zginął w zamachu, jego ciało znajduje się w jednej z petersburskich kostnic. Tymczasem rosyjskie służby próbują ustalić tożsamość osoby stojącej najbliżej epicentrum wybuchu, a z niej pozostały tylko szczątki.

Potem przyjęto, że bombę zdetonował urodzony w Kirgizji obywatel Rosji, 22-letni Akbarżon Daliłow. On też miał podłożyć wcześniej ładunek w holu stacji Płoszczad Wosstanija, ale porzucony pakunek zaniepokoił jednego z pracowników metra, który zawiadomił policję.

Nie wiadomo jednak, z jakiego powodu Daliłow miałby to uczynić ani też czy należał do jakiejś organizacji.

Rosyjskie środowiska nacjonalistyczne oskarżyły zaś o dokonanie zamachu Ukrainę oraz Polskę. Mielibyśmy to uczynić, by zastraszyć białoruskiego prezydenta, który właśnie wtedy w Petersburgu spotykał się z Władimirem Putinem.

Tymczasem mieszkańcy Petersburga zaczynają się domagać od władz wyjaśnienia, w jaki sposób zamachowiec wniósł bombę na stację. Po zamachu w 2011 roku ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew wydał dekret, w którym nakazywał wzmocnienie ochrony metra i dworców kolejowych. Za kilkaset milionów rubli na 67 stacjach w Petersburgu zamontowano 325 bramek do wykrywania metalu.

– Skopiowano system ochrony lotnisk, który nie nadaje się do metra. Bramki reagują na wszystkich (każdy niesie klucze czy telefon), za dużo jest pasażerów, a za mało pracowników ochrony – tłumaczy ekspert Aleksiej Szablja. ©?

Reklama
Reklama

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: andrzej.lomanowski@rp.pl

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama