Zgodnie z powszechną opinią, gdziekolwiek wyjedziemy za granicę, zawsze znajdziemy tam Polaków. A gdziekolwiek są Polacy – nawet w najdalszych zakątkach świata – tam obchodzą polską wigilię Bożego Narodzenia. Nawet jeśli nie mówią już po polsku.
Ryba po grecku zamiast karpia
Według danych MSZ poza granicami naszego kraju mieszka 18 milionów Polaków. Najwięcej – ok. 12 mln – to mieszkańcy obu Ameryk. W Chicago, drugim największym polskim mieście, gdzie polski można usłyszeć na każdym rogu, święta według rodzimej tradycji to oczywistość.
Jednak także poza największymi skupiskami Polaków w Stanach Zjednoczonych nie jest trudno znaleźć ludzi obchodzących święta po polsku.
– Najpierw mamy barszcz, mamy też rybę po grecku, pierogi z kapustą, kładziemy również siano pod obrus. Oczywiście jest też opłatek – wylicza na wpół po polsku, na wpół po angielsku 26-letni David z Vienny w północnej Wirginii. David, syn Polki i Amerykanina, urodził się w Stanach. I choć w domu mówi się po angielsku, wigilia nie różni się od tej obchodzonej w polskich rodzinach. Prawie. – Kompromisową tradycją w naszej rodzinie jest to, że jeden prezent dostajemy w wigilię, drugi już w poranek Bożego Narodzenia – dodaje.
Podobnie spędza się wigilię w domu Justina, studenta z Virginia Beach na południu stanu. – W wigilię przełamujemy się opłatkiem – mówi Justin. I choć jedynym jego polskim przodkiem jest jego dziadek, to na stole wigilijnym również w jego rodzinie są polskie dania: – Uwielbiam polskie jedzenie w wigilię: pierogies, „gwombki" i to takie ciasto z makiem – wymienia.
Wigilia w dżungli na zimno
Polskie tradycje świąteczne żywe są także w Ameryce Południowej – i to nawet w tak niespodziewanych miejscach jak porośnięta dżunglą (selvą) prowincja Misiones na północy Argentyny. Tam, w założonej w latach 30. przez polskich emigrantów kolonii Wanda (nazwanej tak na cześć „Wandy, co nie chciała Niemca" lub córki marszałka Piłsudskiego – są różne teorie), do dziś mieszkają Polacy.
– Staramy się zachowywać tę kulturę – mówi czystą polszczyzną Rosita Jejer, emerytowana nauczycielka, której rodzice przyjechali do Argentyny prawie 80 lat temu.
W wigilijny wieczór Polacy z Wandy gromadzą się razem i łamią się opłatkiem. Pozostałe elementy wigilii już są bardziej przystosowane do klimatu. – Tu jest teraz straszny upał, 38 stopni, więc wigilię jemy na zimno: są sałatki, robimy coś z ziemniaków, a skoro to Argentyna, to musi być też asado (tradycyjne spotkanie przy argentyńskim grillu) – opowiada pani Rosita – na koniec jest jednak zawsze polski piernik, który wszyscy tutaj robią – dodaje.
W każdym domu stoi choinka, rozdaje się też prezenty. Jednak zamiast pasterki, chodzi się tu na mszę o 20. Polski ksiądz przyjedzie tu w tym roku dopiero 29 grudnia. Polska msza jest wtedy wielkim świętem, śpiewane są polskie kolędy. – Jak zaczynamy śpiewać te kolędy, to aż duch się wznosi. Znam je wszystkie. Uwielbiam też „Mazowsze". Sami zresztą mamy tu zespół tańca, który też występuje na święta – mówi Rosita.
Choć z Wysp Brytyjskich do Polski jest dużo bliżej niż z Argentyny, to zdecydowana większość Polaków w Irlandii zostaje w święta na zielonej wyspie. Mimo to Polacy Boże Narodzenie obchodzą zwykle według rodzimej tradycji będącej w kontraście z tradycją irlandzką.
Dobry burger po pracy. I obiad z wołowiny
Wigilia w Irlandii nic nie znaczy. To normalny dzień pracy, niektórzy tylko spotykają się w pubach z przyjaciółmi czy rodzinami, je się zwykle jakiegoś dobrego hamburgera – mówi o. Cezary Binkiewicz, dominikanin służący w polskiej parafii w Dublinie.
Msza pasterska jest oblegana jak zwykle. – W święta do naszego kościoła przychodzi jakieś 3 tysiące osób, nawet mimo tego, że środki transportu wtedy nie funkcjonują. Ludzie spoza centrum miasta organizują się razem, żeby jakoś tu dojechać – opowiada zakonnik. On sam, choć w klasztorze w wigilię królują hamburgery, spotyka się wtedy z przyjaciółmi na polskiej wieczerzy.
Okazuje się że „polskie" święta można obchodzić nawet w krajach muzułmańskich, takich jak Turcja.
Są tu ludzie z mieszanych małżeństw, studenci – mówi mieszkająca w Ankarze Iwona. – Podczas świątecznego spotkania było jakieś czterdzieści rodzin – dodaje.
W Turcji Boże Narodzenie nie jest rzecz jasna szeroko obchodzone, lecz święci mikołajowie, choinki i inne symbole nawet tutaj ozdabiają ulice największych miast. Zamiast Bożego Narodzenia, zwiastują jednak Nowy Rok, który jest tam hucznie obchodzony. Mimo to – i mimo kulturowych różnic – w wielu polsko-tureckich rodzinach święta, i to na polski sposób.
– Polki, które tu mieszkają, opowiadają, że na święta u nich jest tak jak w Polsce, z choinką, pierogami, kapustą i opłatkiem w wigilię. Oczywiście trudno zdobyć jest wieprzowinę, ale zastępuje się ją wołowiną – mówi Iwona. Msze święte – w tym również pasterka – odprawiane są po angielsku w kaplicy przy nuncjaturze apostolskiej.
Pasterka na antypodach
Zupełnie inaczej – przypada bowiem na środek lata – wygląda Boże Narodzenie w Australii.
Choć święto to jest obchodzone (zwykle w zlaicyzowanej formie), to dla Australijczyków jest głównie zwiastunem początku letnich wakacji. Jednak nawet w takich warunkach możliwe jest obchodzenie Bożego Narodzenia po polsku.
– U nas święta obchodzimy tradycyjnie – mówi Przemysław Płuciennik, analityk w firmie logistycznej w Melbourne, który prowadzi polonijnego bloga Antypody.info.
– Polonia jest tu na tyle duża, że nie ma kłopotu z przygotowaniem polskiej wigilii. Problem jest tylko z karpiem, którego nikt w Australii nie jada. Mamy więc wigilię z opłatkiem i wigilijnymi daniami, a potem idziemy na pasterkę do polskiego kościoła – opowiada.
Dodaje jednak, że choć jego dzieciom wychowanym na antypodach podobały się zimne i śnieżne święta w Polsce, to ciepły klimat w grudniu ma swoje plusy – jak choćby możliwość pójścia na plażę albo wycieczkę campingową.
– Australia to jedna wielka mieszanka kultur, więc każdy tutaj szanuje odmienne sposoby. Generalnie jednak gdziekolwiek są Polacy w Australii, tam spędzają święta po polsku – mówi Płuciennik.
I jak się okazuje, nie dotyczy to wyłącznie Polaków w Australii.