Nie we wszystkich miejscach można oglądać zaćmienie słońca. Tym razem im dalej na północ, tym więcej procent tarczy słonecznej zostanie przykryte przez Księżyc. W Polsce maksymalna faza tego zjawiska wystąpiła około godziny 10:50, w zależności od miejsca Słońce zostanie przykryte od 76 proc. (Świnoujście), 66 proc. (Warszawa) czy nawet tylko 57 proc. (Bieszczady). Lepiej zainteresować się tym faktem, bo kolejne zaćmienie dopiero w 2026 roku.

Spektakularne wydarzenie

Całkowite przykrycie Słońca nastąpi u nas z kolei aż w 2075 roku. Nic więc dziwnego, że znalazło się wielu chętnych na obejrzenie pełnego zaćmienia dziś tam, gdzie ono wystąpi. Niestety dla turystów najlepszym miejscem do obcowania z astronomią nie została żadna duża europejska stolica, ale maleńkie i trudno dostępne Wyspy Owcze, archipelag Svalbard i morze Norweskie. Cieszyć się mogą na pewno pracownicy platform wiertniczych, którzy i tak byliby na miejscu, reszta łowców zaćmień musiała dojechać.

Na długie miesiące przed dzisiejszym zaćmieniem pokoje hotelowe na Wyspach Owczych zostały w pełni zarezerwowane. Osiemnaście maleńkich i odległych od europejskich wybrzeży wysepek należących do Danii na co dzień jest domem dla 48 tys. mieszkańców. Dziś przyjechało na nie dodatkowe 10 tys. obładowanych teleskopami, aparatami i rozmaitym sprzętem do bezpiecznego obserwowania zjadanego przez Księżyc Słońca.

Tysiące turystów podróżujących za zaćmieniem

Są tacy, którzy za tym zjawiskiem jeżdżą po całym świecie. Wyspy Owcze goszczą obecnie nawet przyjezdnych z San Francisco, oddalonego o tysiące kilometrów. Urząd turystyki w stolicy archipelagu Thorshavn przyznaje, że w historii nie doświadczono jeszcze takiej inwazji turystów. Wszystko ze względu na tzw. umbrę, czyli maksymalny cień na Słońcu spowodowany przez Księżyc, która na wyspach potrwa 120 sekund i rozpocznie się o chwilę przed 9:41 czasu GMT. Żeby doświadczyć 45 sekund zaćmienia całkowitego trzeba było udać się na Svalbard, norweską prowincję w Arktyce położoną 800 kilometrów na północ od Norwegii. Tysiąc kilometrów dalej na północ jest już tylko Biegun. W stolicy Svalbardu, mieście Longyearbyen zaćmienie trwa troszkę dłużej i rozpoczyna się o godzinie zaraz po 10:10. Blisko trzy minuty pełnego zasłonięcia Słońca można było odnaleźć w okolicach Koła Podbiegunowego na morzu Północnym o 9:46.

Według brytyjskiego urzędu ds. meteorologii 95 proc. zaćmienie było także widoczne na Hebrydach, Orkadach i Szetlandach, archipelagach wysp bliższych północnych granic Szkocji. Miłośnicy 100 proc. spektakli księżycowo-słonecznych musieli liczyć się nie tylko z dodatkowymi setkami kilometrów pokonywanymi w celu dotarcia na Svalbard i Wyspy Owcze, ale także z grasującymi niedźwiedziami polarnymi, które chętnie zainteresowałyby się grupami turystów. Szczególnie w tym pierwszym miejscu tych niebezpiecznych zwierząt jest blisko tyle samo, ile ludzi, po ok. 3 tysiące. Zdarzały się przypadki atakowania turystów przez niedźwiedzie, średnio rocznie trzy z nich giną zastrzelone przez ludzi w samoobronie. W czwartek, dzień przed zaćmieniem, czeski turysta został napadnięty przez niedźwiedzia, gdy spał w namiocie. Na szczęście odniósł tylko lekkie obrażenia.

Na Wyspach Owczych niedźwiedzi nie ma i jest bezpieczniej niż na Svalbardzie. Problemem za to są mgły, które potrafią w błyskawiczny sposób się pojawić i znacznie ograniczyć widoczność. Zawsze można spaść z klifu, gdy nie zobaczy się zbliżającej przepaści. Zaćmienie jest także w stanie wpłynąć na zachowanie zwierząt. Ci, którzy pamiętają całkowite przesłonięcie Słońca z 1954 roku, mówią o tym, że ptaki automatycznie zasypiały na kilka minut spodziewając się nocy. Niedźwiedzie na Svalbardzie mogą nie być tak chętne do współpracy, gdy na trzy minuty zrobi się niespodziewanie ciemno.