Ostatnie akty przemocy w polskich szkołach wywołały dyskusję o internetowych challenge’ach. Czy rzeczywiście możemy tłumaczyć nimi takie zdarzenia?

Przede wszystkim musimy rozumieć, czym jest challenge. To forma społecznej aktywizacji, która istniała jeszcze przed internetem. Media społecznościowe znacznie przyspieszyły jej rozwój. Niektóre wyzwania są planowane, inne rozprzestrzeniają się spontanicznie, bo trafiają na podatny grunt.

Istotą challenge'u jest wykonanie określonej czynności, często dla zabawy lub zdobycia uznania. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy najważniejsze staje się samo wykonanie zadania i udokumentowanie go, bez refleksji nad jego sensem i konsekwencjami. Nie każdy akt przemocy można i powinno się jednak sprowadzać do internetowego wyzwania.

Czytaj więcej

Paulina Szewioła: Co się dzieje teraz z dziećmi? Nic nowego, one są takie od dawna

Możemy mieć do czynienia ze znacznie poważniejszymi zjawiskami, również z aktami inspirowanymi przez grupy ekstremistyczne czy obce państwa. Nie wolno automatycznie przypisywać ich challenge'om. Nie wiemy też, czy ostatnie zdarzenia są ze sobą powiązane. To pytanie dla służb i policji, a na wnioski trzeba poczekać do zakończenia postępowań.

Mimo to każde takie zdarzenie natychmiast staje się tematem medialnym. Czy nie ma ryzyka, że samo nagłaśnianie przemocy zachęci kogoś do naśladowania sprawcy?

To poważne wyzwanie etyczne. Media powinny informować odpowiedzialnie, nie podając szczegółów, które mogłyby ułatwić naśladowanie ataku. Przekaz nie może gloryfikować ani czynu, ani sprawcy. Zamiast koncentrować się na tym, jak dokonano ataku, lepiej pokazywać, jak reagować w sytuacji zagrożenia i gdzie szukać pomocy. Warto informować o możliwościach uzyskania pomocy, numerach alarmowych i działaniach, które mogą poprawić bezpieczeństwo w szkole. Potrzebne są też spotkania z uczniami i szkolenia. Nie dawajmy ludziom instrukcji, jak dokonywać ataków – skupmy się na zapobieganiu im.

Wszyscy jesteśmy zabiegani i przebodźcowani. Lekceważymy sygnały

Wróćmy do samej przemocy. Dlaczego młodzi ludzie sięgają po nią?

Wielkim błędem jest wskazywanie jednej przyczyny. Musimy spojrzeć na problem szerzej: na sytuację geopolityczną, brak poczucia bezpieczeństwa, przeciążenie codziennymi obowiązkami, radykalizację i chaos informacyjny w sieci. Młody człowiek funkcjonuje między światem analogowym, który nie zawsze odpowiada na jego potrzeby, a cyfrowym, który często zaspokaja je w niewłaściwy sposób.

ważne kontakty
Pomoc przez telefon i internet

* Groźby i informacje o planowanych atakach należy zgłaszać policji, a w sytuacji bezpośredniego zagrożenia dzwonić pod numer 112. 
* Nielegalne i szkodliwe treści internetowe można zgłaszać do Dyżurnet.pl. 
* Wsparcie psychologiczne: 116 111 – dla dzieci i młodzieży, 116sos.pl – dla dorosłych.

Dużo mówi się dziś o kryzysie zdrowia psychicznego młodych. Czy trudności w radzeniu sobie z emocjami mogą być jednym ze źródeł agresji?

To jeden z istotnych elementów. Agresja może wynikać z trudności w radzeniu sobie z emocjami, frustracją czy nienawiścią. Przyczyn jest jednak wiele. Dlatego nie możemy oczekiwać, że problem rozwiąże jedna instytucja. Odpowiedzialność za kształtowanie norm społecznych ponoszą rodzice, szkoła, osoby publiczne, politycy i całe społeczeństwo.

Właśnie w tym tkwi problem. Wszyscy jesteśmy zabiegani, zmęczeni i przebodźcowani. Żyjemy w świecie napięć i przeciążenia, a to wpływa na nasze codzienne zachowania. Nie możemy oczekiwać, że szkoła sama rozwiąże problem, który kształtują również rodzina, internet, media oraz całe otoczenie społeczne.

Łatwo skupiamy się na pojedynczych, spektakularnych atakach, a znacznie rzadziej mówimy o przemocy, która dzieje się na co dzień?

Dokładnie. Przemoc wśród nastolatków jest problemem od lat. Większość polskich instytucji oświatowych ma doświadczenia z agresją, choć nie zawsze są to zdarzenia tak spektakularne i nagłaśniane medialnie. Błędem jest myślenie, że wcześniej wszystko działało dobrze, a dopiero teraz coś się zepsuło.

Czytaj więcej

Piotr Maciążek: Panika w szkołach to próba przeciążenia polskich służb

Pojedyncze akty przemocy, powtarzające się poniżanie, nękanie czy agresja (także słowna) bywają lekceważone. Łatwiej skupić się na wydarzeniu, które szokuje, niż na problemach obecnych w codziennym życiu uczniów. Tymczasem musimy dostrzegać również te mniej spektakularne sytuacje i odpowiednio na nie reagować.

Jesteśmy istotami społecznymi i często kierujemy się społecznym dowodem słuszności. Jeśli wiele osób coś robi, zaczynamy uznawać to za normalne, a nawet właściwe. Podobny mechanizm może towarzyszyć challengom i aktom agresji: ktoś wykonuje określoną czynność, dokumentuje ją i liczy na zainteresowanie otoczenia. Niestety, im więcej i częściej takie zdarzenia mają miejsce, tym bardziej powszednieją i przestają oburzać.

Normalizacja nie zaczyna się od bezpośredniego aktu agresji, ale od przyzwyczajania się do niej. Gdy politycy obrzucają się obelgami, a przemoc staje się elementem rozrywki, stopniowo przestajemy na nią reagować. Młodzi ludzie trafiają też w sieci na treści, do których emocjonalnego przetworzenia nie zawsze są przygotowani.

Czytaj więcej

Przemysław Czarnek mówi o zamykaniu szkół i uderza w Donalda Tuska

Wspomniała pani o politykach i osobach publicznych. Czy ich zachowanie naprawdę może wpływać na to, jak młodzi postrzegają przemoc?

Oczywiście. Osoby publiczne współtworzą normy społeczne. Jeśli agresja, poniżanie innych czy łamanie prawa nie spotykają się z reakcją, młodzi mogą uznać, że takie zachowania są dopuszczalne. Podobnie dzieje się wtedy, gdy rodzic przyzwala na łamanie zasad, nauczyciel ignoruje agresję, a świadek odwraca wzrok.

Problemem jest nie tylko przemoc, ale brak reakcji na nią?

Dokładnie. Jeśli nie reagujemy, dokładamy swoją cegiełkę do normalizacji takich zachowań. Często widzimy samo zdarzenie, ale nie dostrzegamy otoczenia, które pozwalało mu stać się czymś zwyczajnym. Musimy zacząć zauważać agresję i jasno pokazywać, że nie jest akceptowalna.

Potrzebujemy skutecznych zabezpieczeń i krytycznego myślenia

Czy w takim razie potrzebujemy przede wszystkim zmian w prawie, czy raczej zmiany społecznego podejścia?

Potrzebujemy jednego i drugiego. Przepisy dotyczące nawoływania do przemocy i szerzenia nienawiści już istnieją, ale ważne jest ich egzekwowanie. Konieczne są też skuteczniejsze regulacje platform internetowych i zmiany w edukacji. Sama odpowiedzialność prawna nie wystarczy, jeśli równocześnie akceptujemy agresję w codziennym życiu.

Czytaj więcej

Funkcjonariusz o pomyśle Tuska po atakach: Nie damy rady całej policji skierować do szkół

Regulacje dotyczące platform są konieczne, ponieważ ich działalność wpływa na to, jakie treści docierają do użytkowników i jak szybko się rozprzestrzeniają. Regulacja nie oznacza cenzury. W systemie demokratycznym potrzebujemy zabezpieczeń przed nadużyciami i musimy wyraźnie oddzielić wolność słowa od przyzwolenia na nawoływanie do przemocy.

A co ze smartfonami i mediami społecznościowymi w życiu dzieci? Czy ograniczenia wiekowe i zakazy mogą pomóc?

Zakazy nie rozwiążą wszystkich problemów. Smartfon od niemowlęctwa nie jest dobrym pomysłem, podobnie jak wczesne wejście w świat mediów społecznościowych. Ważniejsze jest jednak nauczenie młodych, jak korzystać z internetu. To człowiek powinien kontrolować technologię, a nie technologia człowieka. Potrzebujemy przede wszystkim edukacji informacyjnej i rozwijania krytycznego myślenia. Musimy umieć odróżniać fakty od opinii, krytykę od krytykanctwa i rozpoznawać manipulacje. Żadna grupa wiekowa nie jest całkowicie odporna na dezinformację czy treści generowane przez sztuczną inteligencję.

Czytaj więcej

„Rzecz w tym”: Fala przemocy w szkołach. Spory polityczne przesuwają granicę zachowań

Czyli nie chodzi o to, żeby odciąć młodych od internetu, ale żeby nauczyć ich świadomie z niego korzystać?

Dokładnie. W sieci jest wiele wartościowych treści. Nie chodzi o zamknięcie internetu, lecz o rozsądne regulacje, odpowiedzialność platform i rozwijanie umiejętności korzystania z informacji. Młody człowiek powinien umieć zarządzać swoją obecnością w sieci, zamiast pozwalać, by to ona przejmowała nad nim kontrolę.

Musimy działać równolegle: poprawiać edukację, egzekwować odpowiedzialność za bezprawne treści i wymagać od platform większej odpowiedzialności. Ale równie ważne jest codzienne reagowanie na agresję. Nie możemy czekać na kolejne spektakularne wydarzenie, żeby dostrzec problem, który od dawna istnieje w naszym otoczeniu.