Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są główne założenia najnowszej deklaracji dotyczącej powrotu Syryjczyków do kraju ich pochodzenia?
- W jaki sposób niemiecka polityka migracyjna ewoluuje od wcześniejszej „kultury otwartości”?
- Co wpływa na obecne kształtowanie strategii imigracyjnej niemieckiego rządu?
- Jakie konkretne zmiany legislacyjne i proceduralne są wprowadzane w celu ograniczenia imigracji?
- Jakie rozróżnienie społeczne występuje w kwestii zatrzymywania imigrantów zintegrowanych zawodowo?
- W jaki sposób dane dotyczące przestępczości imigrantów wpływają na debatę publiczną i politykę?
— W perspektywie najbliższych trzech lat, zgodnie z życzeniem prezydenta asz-Szary, około 80 proc. Syryjczyków przebywających obecnie w Niemczech powinno powrócić do swojego kraju ojczystego — oświadczył kanclerz, goszcząc niedawno w Berlinie syryjskiego przywódcę Ahmada asz-Szarę.
Takie oświadczenie wywołało ogromną konsternację nie tylko wśród imigrantów z Syrii. Oznaczałoby to, że z RFN musiałoby się pożegnać 760 tys. Syryjczyków. Stanowią, poza Turkami, największą grupę imigrantów spoza UE. Jest ich prawie 950 tys. plus niemal 250 tys. osób posiadających już niemieckie obywatelstwo.
Czytaj więcej
Kolejni liderzy niemieccy wydają się sparaliżowani kryzysami. Kiedy Niemcy nie mogą czegoś zaplanować – najlepiej na wiele lat do przodu, to nie po...
— Wprawdzie kanclerz relatywizuje obecnie swą wypowiedź, lecz jesteśmy wszyscy w najwyższym stopniu zaniepokojeni. Oznaczałoby to, że każdego dnia powinno wyjechać około tysiąca Syryjczyków, z wyjątkiem tych posiadających obywatelstwo. I tak przez trzy lata — mówi „Rz” Ibrahim Alsayed, szef jednej z syryjskich organizacji „Salam”. Jego zdaniem byłby to exodus na niespotykaną skalę, tym bardziej, że w zrujnowanej niemal 15-letnią wojną Syrii nie ma mieszkań ani warunków do przyjęcia takiej fali przybyszów. Nawet jeżeli niemiecki rząd przeznaczył w tym roku 200 mln euro pomocy dla Syrii.
Koniec epoki Willkommenskultur. Niemcy już nie chcą imigrantów
Przy tym rzesze Syryjczyków zaaklimatyzowały się już w Niemczech. Jedna trzecia pracuje na pełny etat, płacąc podatki i składki. Wśród mężczyzn wskaźnik ten wynosi 53 proc. Nic dziwnego, że na dobrowolny wyjazd z Niemiec zdecydowało się w ubiegłym roku zaledwie nieco ponad 9 tys. Syryjczyków, z czego jedna trzecia skorzystała z pomocy finansowej państwa w zamian za opuszczenie Niemiec. Według sondażu Forsa z grudnia 2024 r. 92 proc. Niemców uważa, że Syryjczycy, którzy znaleźli stałe zatrudnienie, powinni pozostać na stałe w kraju. Nie przeszkadza to obywatelom RFN w równoczesnym wspieraniu rządowej strategii ograniczenia imigracji.
Z niedawnych badań YouGov wynika, że plany te wspiera aż 76 proc. respondentów. Od dziesięcioleci drogi milionów imigrantów prowadzą do Niemiec. Gdy po wojnie byli niezbędni jako siła robocza, witano ich z fanfarami. Ale tak było także w chwili, gdy Angela Merkel otworzyła przed dekadą granice dla rzeszy imigrantów z pobudek humanitarnych. Z aplauzem i hojnym pakietem socjalnym witano także uchodźców z Ukrainy. Ale to już przeszłość. Dzisiaj badania opinii publicznej mówią, że Niemcy nie chcą już imigrantów nie tylko nowych, ale i tych, którzy już są w Niemczech od dawna. Przodują w tych opiniach wyborcy AfD. Zwolennicy CDU/CSU nie pozostają daleko w tyle, co jest zrozumiałe, gdyż to Alternatywa dla Niemiec (AfD) odbiera głosy partii Merza oraz przywódcy bawarskiej CSU Markusowi Söderowi.
AfD ma powody do satysfakcji. Ugrupowanie czeka na wybory w Niemczech
Rząd kanclerza Merza prowadzi tak zaostrzoną politykę ograniczenia nielegalnej imigracji, jakiej do tej pory w Niemczech nie było. Celem jest deportacja lub skłonienie do wyjazdu jak najszybciej jak największej liczby imigrantów przybyłych w ostatnich latach. Większość obywateli jest za. Na tym opiera swą strategię Friedrich Merz. Chodzi więc o ograniczenie prawa do azylu, zmniejszenie pomocy socjalnej dla tych, którzy już w Niemczech są, nie wyłączając ukraińskich uchodźców wojennych. Zliberalizowana została procedura deportacji. Zawieszono przepisy dotyczące łączenia rodzin i zlikwidowano możliwość uzyskania obywatelstwa po trzech latach legalnego pobytu w kraju. W drodze są inne przepisy mające zmniejszyć tzw. czynnik przyciągania, czyli uczynić Niemcy zdecydowanie mniej atrakcyjne dla imigrantów.
Czytaj więcej
Bundeswehra nie ma problemów z zakupami nowego sprzętu, lecz martwić się musi o chętnych do jego obsługi.
— Nie może dziwić, że taką politykę wspiera większość społeczeństwa, gdyż okazało się, że Niemcy zostały przytłoczone napływem azylantów. Żaden kraj w Europie nie przyjął w ostatnich latach tylu imigrantów co Niemcy. Dlatego konieczna okazała się zmiana polityki imigracyjnej — mówi „Rz” prof. Eckhard Jesse z Uniwersytetu Technicznego w Chemnitz. Podkreśla, że CDU/CSU stara się wyprofilować w sprawie imigracji w sytuacji, gdy AfD poprawia swe wyniki w tegorocznych wyborach landowych. Groźba dalszego umacniania się AfD spędza sen z oczu całej niemieckiej klasie politycznej, jednak nie sposób nie zauważyć, że wypowiedź kanclerza Merza w sprawie Syryjczyków jest najbliższa idei tej właśnie partii, postulującej reemigrację wszystkich imigrantów z Niemiec.
Prawicowa ekstrema, jaką jest AfD, wraca też stale do budzącej ogrom społecznych emocji sprawy przestępczości w środowisku imigrantów.
Imigranci i przestępczość. Kradzieże, rozboje i gwałty
Uczynił to także kanclerz w niedawnym wystąpieniu w Bundestagu, gdzie, mówiąc o wzroście przemocy w Niemczech, podkreślił, że znaczna jej część jest dziełem „grup imigrantów”. Nie mija się z prawdą i jest to jeden z powodów rosnącej niechęci do imigrantów. Z oficjalnych danych za 2024 r. wynika, że stanowiący 4 proc. społeczeństwa imigranci są sprawcami 8,8 proc. wszystkich przestępstw. W kategorii przestępstw seksualnych udział ten wyniósł 11 proc.
Czytaj więcej
Gruntowana reforma całego systemu państwa opiekuńczego powinna pomóc wydostać się naszym sąsiadom z zapaści gospodarczej ostatnich lat.
Niemiecko-szwajcarski psychiatra sądowy prof. Frank Urbaniok rozpracował te dane, obliczając wskaźnik liczby sprawców przestępstw z poszczególnych imigranckich grup etnicznych do liczebności tych grup. Dla łatwiejszego zrozumienia ekstrapolował te dane na 100 tys. mieszkańców. Wyszło, iż najbardziej niebezpieczni są Algierczycy, których nadreprezentacja w statystykach kryminalnych wynosi 3443 proc. W przypadku Syryjczyków jest to 667 proc. W przestępstwach seksualnych przodują po ekstrapolacji przybysze z Gambii (2114 proc.), po nich imigranci z Gwinei i Algierii. Nie wszyscy obywatele RFN znają te obliczenia. Docierają do nich jednak częste informacje o gwałtach, atakach nożowych, kradzieżach i rozbojach z udziałem mężczyzn z imigracyjnym rodowodem. Holger Münch, szef kryminalnej policji federalnej (BKA) stara się wytłumaczyć to zjawisko, argumentując, że przyczyną przestępczości nie jest pochodzenie, ale koncentracja czynników ryzyka występująca w społeczności imigrantów, takich jak zakwaterowanie w schroniskach, brak zajęcia czy niechęć do pracy. Mowa o młodych mężczyznach, którzy doznali przemocy w swych krajach. Mało kogo to wzrusza.