Zbieranie granatów pod Aszkelonem. Reportaż z południowego Izraela

Wciąż słychać eksplozje, tuż obok armia izraelska podbija strefę Gazy. A tutaj dziesiątki izraelskich wolontariuszy pomagają zbierać owoce, których z powodu wojny nie zebrali gastarbeiterzy z dalekiej Azji i Palestyńczycy.

Aktualizacja: 08.11.2023 06:25 Publikacja: 07.11.2023 13:02

Wolontariusze na pogranicze strefy Gazy przyjeżdżają nawet z drugiego końca kraju.

Wolontariusze na pogranicze strefy Gazy przyjeżdżają nawet z drugiego końca kraju.

Foto: Jerzy Haszczyński

Wśród wolontariuszy jest Meraw Gilboa, kobieta o umęczonej twarzy. Dziesięć, kilkanaście kilometrów stąd terroryści z Hamasu przetrzymują od miesiąca jej 22-letniego syna. Może w jakimś tunelu, który teraz próbują zniszczyć lub zdobyć izraelscy żołnierze.

Kiedy go zobaczy, kiedy skończy się jego cierpienie? - Chcę go w domu wczoraj - mówi.

Meraw Gilboa, matka uprowadzonego przez Hamas 22-letniego Guy Gilboli-Dalala, i jego młodsza siostra

Meraw Gilboa, matka uprowadzonego przez Hamas 22-letniego Guy Gilboli-Dalala, i jego młodsza siostra Gaja.

Foto: Jerzy Haszczyński

Całe noce czeka na telefon, nie śpi, nie myśli o jedzeniu. Jest psycholożką, ale to wcale nie pomaga. Ani jej, ani nastoletniej córce Gai, z którą przyjechała zrywać granaty w sadzie pod Aszkelonem. Mieszkają w Raananie, satelickim mieście Tel Awiwu, 75 kilometrów na północ, w odwrotnym kierunku niż Gaza.

Guy Gilboa-Dalal, syn Meraw, brał udział w festiwalu muzyki transowej Supernova Sukkot na pustyni koło kibucu Reim przy wschodniej granicy ze strefą Gazy. 7 października nad ranem na teren festiwalu wtargnęli terroryści z Hamasu, i dokonali tam największej masakry w historii Izraela, brutalnie zabili ponad 270 ludzi. Wielu uprowadzili, w tym Guya Gilboę-Dalala.

Sad braci Dafne to cztery tysiące drzewek granatów. Sezon zbierania powinien się zacząć na początku października i potrwać dwa, trzy tygodnie tygodnie. Ale się nie zaczął, zaczęła się wojna Izraela z Hamasem.

Natychmiast uciekli z przerażeniem doświadczeni pracownicy rolni z Tajlandii, wiedzieli, że wielu ich rodaków z innych izraelskich plantacji na pograniczu ze strefą Gazy zabił Hamas (według ostatnich szacunków - 32), a innych uprowadził (29).

Czytaj więcej

Syn Polaka uprowadzonego przez Hamas szuka pomocy od Polski po Niemcy

- Mieliśmy też czterech Palestyńczyków z Samarii, ale musieli wyjechać. Jak wszyscy Palestyńczycy od początku wojny mają zakaz pracy - mówi Josi Dafne, starszy z braci, przewożący traktorem wielkie skrzynie z granatami, które zebrali wolontariusze. Jest ortodoksyjnym Żydem, stale nosi na głowie kipę. Nie używa określenia Zachodni Brzeg Jordanu w odniesieniu do ziem, z których wywodzili się jego palestyńscy pracownicy sezonowi. Podkreśla, że zanim Hamas nieoczekiwanie zaatakował, przez wiele miesięcy pracować u izraelskich farmerów mogli nie tylko Palestyńczycy z - „jak to zachodnie media określają” - Zachodniego Brzegu, ale i z bliższej Strefy Gazy.

On ich nie zatrudniał. - Niektórzy szpiegowali dla Hamasu, to dzięki nim terroryści mieli dokładne plany kibuców, farm. Wiedzieli, gdzie, jak i kiedy uderzyć - mówi.

Izraelska armia przecięła Strefę Gazy na pół

Gdy rozmawiam z członkami rodziny Dafne i z wolontariuszami, którzy przyjechali zebrać to, czego nie zebrali w odpowiednim czasie Tajlandczycy i Palestyńczycy, co chwilę słychać głuche odgłosy eksplozji w pobliskiej strefie Gazy. Gdzieś wysoko latają izraelskie myśliwce, niżej śmigłowce i drony. Z dróżek między drzewkami granatów widać jasne dymy unoszące się nad miastem Gaza czy jeszcze bliższymi Beit Hanun i Dżabaliją, obozem dla palestyńskich uchodźców na północy strefy. Ostatniej nocy, z niedzieli na poniedziałek, miały się toczyć najintensywniejsze walki. Izraelska armia przecięła strefę na pół, docierając do Morza Śródziemnego poniżej miasta Gaza.

O palestyńskich ofiarach cywilnych w sadzie granatów, tuż obok Gazy, rozmawia się trudno. Wszyscy są tu skupieni na ofiarach żydowskich. Mówiąc o wielkim zamachu terrorystycznym Hamasu, niektórzy przywołują „ludobójstwo z czasów drugiej wojny światowej”.

Foto: Jerzy Haszczyński

Jedna z wolontariuszek obojętnie reaguje na przytoczenie słów wizytującego niedawno Izrael sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena, który spojrzał „poprzez ekran telewizora” w oczy palestyńskich dzieci, dziewczynek i chłopców, wyciąganych spod gruzów, i ujrzał w nich własne dzieci.

Przyciskany Josi Dafne ogranicza się do stwierdzenia: - Ta wojna jest zła także dla zwykłych Palestyńczyków, stracili możliwość zarabiania u nas.

Czytaj więcej

Korespondencja z Izraela: Bunt rodzin zakładników Hamasu

- Wielu Izraelczyków sądziło, że otwarcie rynku dla Palestyńczyków, poprawa warunków życia, pozwoli uniknąć wojny. Nastawienie się zmieniło. Bo my chcemy pokoju, ale terroryści nie dali nam innej opcji, niż to, co teraz się dzieje w Gazie - mówi Kobi Attias, 64-letni inżynier z Aszdod, miasta leżącego między Aszkelonem a Tel Awiwem.

- W pełni ufamy naszej armii - dodaje Ahuwa Elbaz, nauczycielka, również z Aszdod.

Wolontariusze do zbiorów zwoływali się telefonicznie

Ich środowisko, podkreśla Kobi Attias, popiera rząd, który - wbrew naciskom także ze strony zachodnich sojuszników - nie godzi się na przerwanie ognia, na pauzy humanitarne, zanim terroryści nie uwolnią zakładników (miesiąc temu Hamas uprowadził, według ostatnich izraelskich szacunków, 239 osób).

Jest to środowisko prawicowe, często są to Żydzi ortodoksyjni. Z niego wywodzą się zazwyczaj wolontariusze pomagający w zbiorach rodzinie Dafne, jest tu nawet siostra urzędniczki z biura premiera Beniamina Netanjahu.

Czytaj więcej

Beniamin Netanjahu zapowiada izraelskie rządy w Strefie Gazy

Kobi Attias specjalnie wziął dzień urlopu, by pomóc rodzinie Dafne zbierać granaty. Nie znał jej wcześniej. Prawie nikt z wolontariuszy ich nie znał. Zwoływali się telefonicznie, na grupach w mediach społecznościowych, wzywali do solidarności z rolnikiem, który z powodu wojny znalazł się w potrzebie. W takich akcjach uczestniczą tysiące Izraelczyków. Na pogranicze strefy Gazy przyjeżdżają nawet z drugiego końca kraju. Furorę w mediach społecznościowych zrobiła informacja, że wspierać izraelskich rolników leci grupa farmerów z USA, którzy nie są pochodzenia żydowskiego.

Do sadu Josiego i Iftaha Dafne tylko w poniedziałek dotarła setka, z tego połowa wynajętym autokarem z miasta Ramat Gan (60 km na północ).

Sukcesem dla wolontariusza jest zapełnienie wielkiej skrzyni - to około 320 kilogramów owoców.

Zbiory wolontariuszy nie trafią na targ czy do sklepu.

Zbiory wolontariuszy nie trafią na targ czy do sklepu.

Foto: Jerzy Haszczyński

- Nie są już najwyższej jakości. Powinny być zebrane dwa tygodnie temu - mówi Josi Dafne. Dla laika wyglądają atrakcyjnie. Właściciel sadu rozłupuje purpurową skorupę i pokazuje to, czego nie powinno być: czarne przebarwienia na osnówkach, które otaczają nasiona. Osnówki, część jadalna granatu, zawierają teraz więcej cukru, sok nie ma lubianej przez wielu konsumentów cierpkości.

Zbiory wolontariuszy nie trafią na targ czy do sklepu. - Nadają się tylko do fabrycznego przetworzenia na sok - przyznaje Iftah Dafne, brat Josiego.

Temperatura w południe sięga 35 stopni Celsjusza. Drzewka są kolczaste. Niedoświadczeni zbieracze po paru godzinach mają ręce pełne zadrapań. - Powiemy, że byliśmy na wojnie - żartuje wolontariuszka.

Wśród wolontariuszy jest Meraw Gilboa, kobieta o umęczonej twarzy. Dziesięć, kilkanaście kilometrów stąd terroryści z Hamasu przetrzymują od miesiąca jej 22-letniego syna. Może w jakimś tunelu, który teraz próbują zniszczyć lub zdobyć izraelscy żołnierze.

Kiedy go zobaczy, kiedy skończy się jego cierpienie? - Chcę go w domu wczoraj - mówi.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Społeczeństwo
Copa America. Generalny sprawdzian przed mundialem wyjątkowo nieudany
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Społeczeństwo
Rumunia: Niedźwiedź zabił 19-latkę. Podwojono liczbę zwierząt do odstrzału
Społeczeństwo
Bangkok: W luksusowym hotelu znaleziono ciała sześciorga obcokrajowców
Społeczeństwo
Tygrys malajski przegrywa z cywilizacją. „Balansuje na krawędzi wyginięcia”
Społeczeństwo
Rosja coraz bardziej podejrzliwa. Mnożą się oskarżenia o zdradę i szpiegostwo