Alpinista był jednym z członków grupy wspinającej się na Egmont, nazywaną górą Taranaki, znajdującą się na nowozelandzkiej Wyspie Północnej.  To uśpiony wulkan o wysokości 2518 m n.p.m.

Na wysokości 600 metrów mężczyzna stracił równowagę i spadał po zdradliwych zboczach, ostatecznie znikając grupie z pola widzenia. To wysokość równa Królewskiej Wieży Zegarowej w Mekce w Arabii Saudyjskiej, jednego z najwyższych budynków na świecie.

Jeden z alpinistów, wraz z członkiem zespołu ratownictwa alpejskiego Taranaki, natychmiast zszedł na dół w poszukiwaniu alpinisty, by udzielić mu pomocy.

Po zlokalizowaniu wspinacza ich oczom ukazał się niezwykły widok - mężczyzna odniósł  tylko niegroźne obrażenia. Wiosenna aura rozmiękczyła śnieg, który zadziałał  jak naturalna poduszka,  zapobiegając potencjalnie śmiertelnym skutkom upadku..

Policja nowozelandzka podkreśliła niezwykłe szczęście wspinacza, który przeżył tę ciężką próbę, podkreślając kluczową rolę, jaką odgrywa zmiękczony śnieg. Rzecznik Taranaki Alpine Rescue powstrzymał się jednak od podania dalszych szczegółów na temat zawiłości akcji ratunkowej.

Najbardziej śmiercionośna góra Nowej Zelandii

Według Rady Bezpieczeństwa Górskiego góra Taranaki ma reputację jednej z najbardziej śmiercionośnych gór w Nowej Zelandii.

W następstwie tego  incydentu władze przypomniały o niezbędnych środkach ostrożności dla wspinacz. Obejmują one noszenie sygnalizatora alarmowego, powiadamianie członków rodziny o planowanych trasach oraz zapoznawanie się na bieżąco z protokołami bezpieczeństwa i warunkami pogodowymi.

Wspinaczka na górę Taranaki wymaga  dużego doświadczenia, wiedzy i korzystania z odpowiednio wyposażonego i odpowiedniego sprzętu.

W maju 2021 roku, spadając ok. 300 metrów, zginęli dwaj doświadczeni wspinacze. Okazało się, że  alpiniści nie przygotowali się odpowiednio na trudy, jakie stwarzały ówczesne warunki - ciemność, śnieg i oblodzenie, traktując wspinaczkę jako rutynowy spacer, a nie wyprawę alpinistyczną.