Po wyborach prezydenckich w 2020 roku, do których stanęła w zastępstwie swojego męża Siarhieja, musiała wyjechać z kraju. Aleksander Łukaszenko nie mógł wybaczyć jej zwycięstwa. Obecnie, wraz ze swoim sztabem jest uznawana przez rządy państw demokratycznych, za prawdziwą liderkę społeczeństwa Białorusi.

„Lodołamaczka” to opowieść o kobiecie, którą polityka wciągnęła w swój nurt nieoczekiwanie, właściwie wbrew jej woli. – Chciałabym przeczytać kiedyś drugi tom tej książki – mówiła podczas spotkania w Krakowie – tylko marzę o tym, by kończył się szczęśliwie: wolnością dla mojego kraju.

Prof. Paweł Kowal, poseł KO podkreślał, że jej historia ma wymiar nawiązujący do opowieści biblijnych. – Ona, kiedy okoliczności ją wskazały, powiedziała „nie, to nie powinnam być ja, może ktoś inny?”. Ale kiedy już podjęła się tego zadania, nie zrezygnowała, nie poddała się.

Andrzej Banaś/WL

Nasz redakcyjny kolega, Rusłan Szoszyn nie ukrywał, że dla niego, który zmuszony był wyjechać z Białorusi jako kilkunastoletni chłopak napisanie książki o liderce białoruskiej opozycji było szczególnie ważne. – W pracy dziennikarskiej najistotniejsze było to, by nikt nie ingerował w treść książki. I rzeczywiście, sztab Swiatłany Cichanouskiej udzielał mi informacji, ale nie miał wpływu na to co i jak napiszę.

W spotkaniu licznie uczestniczyli przebywający w Krakowie Białorusini. – Mówi pani o walce bez przemocy, ale co zrobić jeśli dyktator nie chce odejść? – pytała jedna z kobiet. Cichanouska zapewniała, że dopóki będzie to możliwe, zawsze będzie namawiać do działań bez przemocy, jest bowiem wiele innych metod. – A przecież jeśli porządny człowiek zabije zabójcę, to liczba zabójców na świecie wcale się nie zmniejszy – przekonywała kobieta, która w 2020 roku pokonała w głosowaniu Aleksandra Łukaszenkę.