Małżeństwo Syryjczyków, podczas tułaczki miało stracić roczne dziecko w lesie - podali w czwartek w mediach społecznościowych ratownicy PCPM. Nie sposób tej historii zweryfikować, bo nikt - ani aktywiści z Grupy Granica, ani sami ratownicy - nie zgłosili sprawy naszym służbom.

Czytaj więcej

Zdjęcie z interwencji Zespołu Ratunkowego PCPM
PCPM: Para syryjskich lekarzy mówi, że ich roczne dziecko zmarło w lesie

Wpis na TT i FB fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, niosącej pomoc imigrantom po polskiej stronie, tuż za granicą stanu wyjątkowego zelektryzował opinię publiczną. Nad ranem ratownicy mieli otrzymać zgłoszenie, że przynajmniej jedna osoba przebywająca w lesie potrzebuje pomocy. Na miejscu okazało się że wymaga jej też syryjskie małżeństwo, mające tułać się od 1,5 miesiąca. „Mężczyzna miał szarpaną ranę ręki a kobieta ranę kłutą podudzia. Ich roczne dziecko zmarło w lesie” - głosi wpis ratowników PCPM. 

Portale i media społecznościowe podchwyciły temat pisząc, że byłaby to 11 ujawniona ofiara kryzysu humanitarnego na polsko-białoruskiej granicy. „Rzeczpospolita” podjęła próbę weryfikacji informacji o śmierci dziecka - gdzie miałaby nastąpić, z jakich przyczyn, czy zdarzenie mogło mieć kontekst kryminalny, który powinna wyjaśnić prokuratura? 

Okazało się, że takich osób nie ma w polskim systemie: mimo, jak się wydaje, poważnych obrażeń, Syryjczycy nie trafili do żadnego szpitala, a sygnału o śmierci dziecka nie zgłoszono policji ani Straży Granicznej. Zapytaliśmy ratowników z PCPM, czy wiedzą kiedy i w jakich okolicznościach dziecko małżeństwa miałoby umrzeć? Czy na pewno zmarło w lesie, czy też wcześniej? Czy PCPM wezwało policję lub SG, by kobieta mogła złożyć zeznanie w sprawie śmierci dziecka? A jeśli nie – to dlaczego. 

Aleksandra Rutkowska, rzeczniczka PCPM z dystansem odniosła się od wpisu, który jako pewnik podawał, że doszło do zgonu dziecka. „Z relacji kobiety wynika, że straciła roczne dziecko miesiąc temu, podczas tułaczki w lesie. Nie jesteśmy w stanie potwierdzić tej informacji, bo nasze działania dotyczą interwencji medycznych. Wszystkim udzieliliśmy także pomocy humanitarnej” - wskazuje Rutkowska. I przyznaje, że migranci nie trafili do szpitali, bo „po zbadaniu pacjentów okazało się, że hospitalizacja nie jest wymagana. Otrzymali oni potrzebne leki i opatrunki”.

PCPM nie zgłosiła sprawy służbom, by wyjaśniły informację o śmierci dziecka - nie mają takiego obowiązku. Poza tym - jak tłumaczy nam Aleksandra Rutkowska - z relacji Syryjki wynikało, że do zgonu miało dojść „po białoruskiej stronie granicy”.

Polska Straż Graniczna i Policja nie potwierdzają informacji o śmierci dziecka, bo nie mają o tym żadnych informacji. Mjr Katarzyna Zdanowicz, rzeczniczka podlaskiego oddziału SG zaznacza, że próbowała zweryfikować informacje PCPM. - Niestety, nie udało mi się to. Takich osób nigdzie nie odnotowaliśmy - mówi nam Zdanowicz.

Z kolei Tomasz Krupa, rzecznik Policji Podlaskiej mówi wprost: - Nie potwierdzamy informacji o śmierci dziecka, nie mamy wiedzy o takim zdarzeniu, takiej informacji nie potwierdziła Straż Graniczna ani Prokuratura – zaznacza. I wskazuje co przekazano mu w PCPM. - Poprosiłem mailem o kontakt. Oddzwoniono do mnie i powiedziano, że nie wiadomo kto przekazał informację o rzekomej śmierci dziecka, ani czy jest prawdziwa, bo tego w żaden sposób nie weryfikowano. Migranci, którym PCPM udzieliło pomocy, mieli powiedzieć tylko, że "stracili dziecko" - opowiada nam Tomasz Krupa.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Obowiązek zgłaszania podobnych zdarzeń ciąży na funkcjonariuszach publicznych.

Zgłoszenie pomocy medycznej ratownicy PCPM otrzymują od Grupy Granica. Czy to więc ich prawnicy zrobili wywiad z kobietą i czy zgłosili informację do prokuratury?

- Kobieta płakała, twierdziła, że dziecko zmarło z wychłodzenia. W lesie, nocą, przy opatrywaniu ran nie było warunków, żeby dopytywać o szczegóły. Na razie nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć, próbujemy tą sprawę rozwikłać, choć mamy ograniczone możliwości działania w potwierdzaniu takich informacji. Trzeba się ograniczyć do tego, co podało PCPM - mówi nam Marta Górczyńska, prawniczka z Grupy Granica. Czy jest kontakt z kobietą? - Nie podajemy tego ze względu na bezpieczeństwo tych osób - dodaje Górczyńska.

Jeden ze śledczych zauważa: - Obowiązek zgłaszania podobnych zdarzeń ciąży na funkcjonariuszach publicznych. Jednak tu miało chodzić o śmierć dziecka, więc każdy rozsądnie myślący człowiek w poczuciu moralnego obowiązku telefonuje na 112. Tymczasem pierwsze co zrobiono, to umieszczono wpis w internecie – słyszymy.

Na państwowym pogotowiu ratunkowym, które również jeździ do pomocy imigrantom taki obowiązek już ciąży. PCPM zapewnia, że nie będzie już umieszczać takich relacji bez sprawdzenia.