Podczas pospiesznej ewakuacji amerykańskich wojsk z Kabulu, świat obiegło dziewięciosekundowe nagranie, na którym uwieczniono moment, gdy zdesperowany Afgańczyk oddaje maleńkie dziecko amerykańskiemu żołnierzowi nad ogrodzeniem lotniska z drutu kolczastego.
Dziennikarze CNBC ustalili, co się stało z dzieckiem.
Człowiekiem, który przekazał dziewczynkę żołnierzowi, był jej ojciec Hamid. W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że wówczas pierwszy raz widział dziecko i trzymał je na rękach przez dwie minuty, zanim przekazał żołnierzowi. Dziewczynka urodziła się 16 dni wcześniej, cały ten okres Hamid spędził na lotnisku pomagając w ewakuacji.
Natychmiast potem zajął się żoną Sadią, okradzioną przez talibów w punkcie kontrolnym, gdy usiłowała dostać się na lotnisko i uciec z Afganistanu.
Kilka godzin później Hamid i Sadia przeszli przez punkt kontrolny, zaś mężczyzna ruszył na poszukiwanie córki.
- Tego dnia oddałem moje dziecko zupełnie obcej osobie. Jedyne, co wiedziałem, to to, że to żołnierz piechoty i dlatego ufałem, że moja córka będzie bezpieczna - mówił Hamid, który współpracował z Amerykanami jako tłumacz.
Tego samego dnia Lia i jej rodzice znaleźli się wśród Afgańczyków ewakuowanych z Kabulu.
Obecnie dziewczynka ma 8 tygodni. Rodzina przebywa w okolicach Phoenix w Arizonie. Ze względów bezpieczeństwa jej nazwisko i dokładne miejsce pobytu są utajnione.
- Powiem jej kiedyś, że jest wojowniczką. Na samym początku swojego życia przeszła najtrudniejsze chwile - mówi Hamid. Na drugie imię dziewczynka będzie miała Marine.