– Mamy mało czasu, dużo obowiązków. Albo po prostu kręcimy się wokół kariery lub zatracamy w zabawie – mówi ks. Jacek Stryczek, znany w Krakowie z nowatorskich metod duszpasterskich.
W czasie homilii rzucał już monety, puszki z piwem, jeździł na rowerze. Niedzielny happening nie będzie pierwszy.
[srodtytul]Niewolnicy AD 2008 [/srodtytul]
Tym razem Rafał „Tito” Kryla (tancerz-samouk, uczestnik programu „You can dance”) w kajdanach na rękach i z pieśnią niewolników na ustach będzie tańczył, żaląc się, jak to chciałby coś zrobić, a nie może. To nie będzie scenka z życia czarnoskórych niewolników, ale zniewolonych w różnoraki sposób ludzi Anno Domini 2008. „Tito” przezwycięży ograniczenia, by wyzwolić się do bycia szlachetnym. Ilu innym się to uda?
Krakowski happening (początek o godz. 13) otwiera ósmą edycję akcji „Szlachetna paczka”. Skierowana jest do rodzin potrzebujących pomocy – darczyńca oferuje, że kupi potrzebne, konkretne rzeczy.
Ks. Stryczek liczy na sponsorów spośród ludzi biznesu, których jest duszpasterzem, ale – co mocno podkreśla – nie prowadzi tradycyjnego duszpasterstwa dla tej grupy zawodowej.
– Ludzie biznesu mają mało czasu, wolny rynek stawia im wyjątkowe wymagania, w dodatku funkcjonują nie w grupie, ale jako jednostki. Dlatego potrzebują specyficznych form duszpasterskich. Wszelka regularność, jaka wiąże się z tradycyjnym duszpasterstwem, jest niemożliwa – ks. Stryczek tłumaczy, dlaczego stawia na inne metody.
Jakie? Dobrze przygotowana msza św. z homilią, w której używa języka takiego, jakim komunikuje się ta grupa zawodowa, zamieszczanie kazań i rekolekcji w Internecie, organizowanie akcji społecznych i happeningów, które pozwalają się zaangażować zapracowanym ludziom. W Wielkim Poście udało mu się przyciągnąć na nie 160 osób.
[srodtytul]Pusty kościół w porze lunchu [/srodtytul]
O tym, jak trudno przyciągnąć ludzi biznesu do uczestnictwa w klasycznym duszpasterstwie, wie sercanin ks. Grzegorz Piątek, który ze współbraćmi prowadzi Duszpasterstwo Przedsiębiorców i Pracodawców Talent. Po dziewięciu latach pracy w bazie adresowej ma nazwiska 400 osób w siedmiu diecezjach, bo w tylu pozwolili im pracować biskupi.
Na tzw. dni skupienia z mszą św., wykładem, dyskusją i adoracją Najświętszego Sakramentu przychodzi od kilku do 160 osób. Ale w ostatnią sobotę września w Warszawie była tylko jedna. Chociaż wygląda to trochę jak orka na ugorze, ksiądz się nie zraża.
– Jeżeli przedsiębiorcy i pracodawcy będą odpowiednio ukształtowani, to gospodarka w Polsce będzie oparta na moralności i etyce – ks. Piątek tłumaczy, dlaczego warto to robić.
Inny pomysł na przyciągnięcie do Kościoła ludzi biznesu miał kilka lat temu ks. Leszek Slipek, proboszcz warszawskiej parafii. Podczas lunchu otwierał świątynię z myślą, że przyjdą na adorację Najświętszego Sakramentu m.in. menedżerowie i przedsiębiorcy z pobliskich firm. Zainteresowanie było jednak niewielkie.
[srodtytul]Msza dla biznesmenów[/srodtytul]
– Trudność tkwi w człowieku – mówi ks. Wiktor Ojrzyński, który najpierw w Zalesiu Górnym pod Warszawą, a od roku w stolicy próbuje zorganizować spotkania dla chrześcijan przedsiębiorców. – Ludzie, którzy wchodzą w biznes, tracą poczucie duchowości. Zaczynają jej szukać, gdy dotknie ich życiowy dramat.
Zdaniem ks. Stryczka Kościół powinien się skoncentrować na tych, którzy już chodzą do świątyni. – Msze powinny być adresowane do konkretnych grup odbiorców i mieć oprawę liturgiczną dopasowaną do ich sposobu komunikowania się. Trzeba też tworzyć miejsca, gdzie ludzie mogliby spędzić czas w milczeniu i w obecności kierownika duchownego – wylicza.
O inicjatywach Kościoła dla ludzi biznesu [link=http://www.wiosna.org.pl]www.wiosna.org.pl[/link]