Tradycja popularnych dziś imprez karaoke narodziła się w japońskim mieście Kobe. Któregoś dnia w tamtejszym barze nie mógł zagrać gitarzysta, więc właściciel przygotował taśmy z akompaniamentem dla wokalisty. Sama nazwa zaś pochodzi z połączenia dwóch słów japońskich „karappo” (pusty) i „oke” (orkiestra).
Karaoke znane jest także w Polsce, jednak to w Azji, a zwłaszcza w Korei, jest naprawdę kochane. W Seulu, gdy np. wynajmuje się autobus na wycieczkę, normalne jest, że będzie w nim karaoke. W mieście trudno znaleźć bar, gdzie karaoke by nie było!
W Seulu to najpopularniejszy sposób na spędzanie wolnego czasu. Knajpki z karaoke, czyli noraepangi, to stały punkt odwiedzin studentów i wykładowców uniwersytetów, ale też korporacyjnych biznesmenów chcących się wyżyć po ciężkim dniu pracy.
Nie jest to jednak to samo karaoke, które znamy w Polsce – jedna główna sala, telebim z wyświetlanymi słowami piosenki i muzyczny podkład puszczany z komputera.
Tam w mniejszych knajpkach są „szafy karaoke” – wrzuca się kilka monet, wybiera piosenkę i śpiewa. W większych jest główna sala do śpiewania, ale oprócz niej pięć – dziesięć osobnych pokoi, które rezerwuje się dla siebie i znajomych, często nawet z tygodniowym wyprzedzeniem. Jedna sala mieści od dziesięciu nawet do 100 osób. Tu spędza się urodziny, świętuje skończenie szkoły czy po prostu idzie na piwo z kolegami.
Oczywiście prym wiodą przeboje koreańskie, ale obcokrajowcy nie mają problemu – lista kilkuset anglojęzycznych hitów jest spora, od Beatlesów czy Bon Jovi po współczesne hity z amerykańskich i europejskich list przebojów.
Grzechem byłoby nie spróbować. Jednak śpiewa się też inaczej niż w Polsce. Na małym ekranie słowa, z kilku głośników podkład, a za plecami wielki telebim z teledyskiem. Często dość zabawnym, bo przypadkowym i niemającym wiele wspólnego z treścią piosenki. Jednak jest to o niebo bardziej profesjonalne niż zabawa w karaoke w Polsce. Dodatkowo goście dostają tamburyny lub małe bębenki do akompaniamentu. I w ten sposób bawią się wszyscy, nie tylko śpiewający na scenie.
Bardzo popularne jest śpiewanie piosenek na głosy. A trzeba przyznać, że Koreańczycy są naprawdę umuzykalnieni. I nie ma mowy o pijackich fałszach. Gdy ktoś jest „niedysponowany”, po prostu tego dnia nie śpiewa. – To jest tak: my najpierw trochę wypijemy, a potem, by spalić alkohol, idziemy śpiewać – tłumaczył mi znajomy Koreańczyk. I rzeczywiście, na karaoke po prostu się śpiewa i w tym czasie rzadko kiedy zamawia soju (koreański likier) czy maekkju (piwo).