„Ponieważ nie ma uregulowań prawnych, daje to pole do popisu dla naciągaczy”– ostrzega dyrektor meksykańskiego Laboratorium Analiz Klinicznych Biogen Roberto Guevara, cytowany przez BBC Mundo.

Na stronie internetowej firmy Mexigen SA „zdrady” umieszczono w ofercie usług pomiędzy analizami pokrewieństwa a badaniami z dziedziny medycyny sądowej. „Niekiedy podejrzewamy, że nasz partner nie był nam wierny. Pojawia się problem, jak to sprawdzić. Jeśli tak jest, możemy ci pomóc” – kusi laboratorium.

Jak? Na bieliźnie osobistej, podpasce, ręczniku, ubraniu żony podejrzewanej o zdradę z pewnością pozostały ślady nasienia lub śliny kochanka. Wystarczy wysłać coś z tych rzeczy do laboratorium, a potem porównać DNA z materiałem genetycznym domowników, by przekonać się, czy w życiu bliskiej nam osoby naprawdę pojawił się inny. Podobnych dowodów dostarczą włosy, pety, wyplute gumy do życia czy nieumyte szklanki po napojach chłodzących. W ten sposób stwierdzimy, czy obcy był w naszym domu lub obściskiwał bliską nam osobę gdzie indziej.

To jednak dopiero połowa sukcesu, bo laboratorium nie ustali, kim jest X, jeśli nie wskażemy mu podejrzanych i nie podeślemy materiału porównawczego (włosa, zużytej gumy, peta itp.).

Dyrektor Mexigen Jorge Guillen przyznaje w rozmowie z BBC Mundo, że jego laboratorium bada na razie nie więcej niż dziesięć przypadków rocznie, ale przypisuje to brakowi nie tyle zainteresowania potencjalnych klientów, ile wiedzy o tego rodzaju usługach. Dlatego w Internecie pojawia się coraz więcej ogłoszeń w stylu „Dowiedz się prawdy, DNA nie kłamie”.

W przypadku zamożnych małżeństw, a do takich adresowana jest w Meksyku ta oferta (badania kosztują od 150 do ponad 1000 dolarów), dostarczone przez laboratorium dowody niewierności przy rozwodzie mogą kosztować niewiernego krocie. I nie tylko. W Monterrey pewien człowiek, dowiedziawszy się po porównaniu DNA, że nie jest ojcem dziewczynki, którą uważał za córkę, zabił i ją, i jej matkę. Dlatego część laboratoriów odmawia wykonywania takich badań, jeśli nie zleci ich sąd. „Kto mi zagwarantuje, że płyn należy do danej osoby? Niewykluczone, że w pewnych sytuacjach, ktoś zechce manipulować dowodami” – mówi cytowany wyżej dyrektor laboratorium Biogen.

W krajach zamożniejszych od Meksyku badania genetyczne robią furorę. Jeśli na przeszkodzie stoją rygorystyczne uregulowania prawne w ich kraju, ludzie korzystają z laboratoriów zagranicznych. Jak podał niedawno francuski dziennik „Le Parisien”, nawet 20 tysięcy Francuzów rocznie szuka za granicą (w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Szwajcarii) potwierdzenia, że są ojcami dzieci, które wychowują.

Zdaniem ekspertów jest to niezdrowa tendencja, a niektórzy mężczyźni robią badania w nadziei na uwolnienie się od ciążącej im odpowiedzialności.

We Francji nie można ustalić ojcostwa za pomocą badań DNA bez nakazu sądowego, a za potajemne ich wykonanie grozi nawet rok więzienia i wysoka grzywna. Badania wykonane za granicą nie mają mocy prawnej we Francji, ale ojcowie, którzy wiedzą już, że zostali oszukani, często dążą do uzyskania we własnym kraju dokumentu potwierdzającego ten fakt. W roku 2008 odbyło się w tym kraju ponad 1800 spraw o podważenie ojcostwa. W ciągu kilku ostatnich miesięcy zapotrzebowanie na badania DNA uległo podwojeniu.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ