Opłatek, którym Polacy dzielą się podczas wigilii, kupujemy w kościołach, czasem w supermarketach. – Ten robiony przez zakonnice jest połączony z darem modlitwy – mówi ks. Bogdan Bartołd, proboszcz warszawskiej archikatedry św. Jana.

– Opłatki wypieka się z mąki i wody bez dodatku drożdży. Ma on zatem tę samą strukturę, którą ma chleb przeistaczany podczas Eucharystii. Wypiekano je w domach, później chętnie parały się tym niektóre żeńskie zakony – mówi dr Jacek Kurek, historyk idei z Uniwersytetu Śląskiego. Dodaje, że tradycja dzielenia się opłatkiem pojawiła się nie tylko w Polsce, lecz także w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej, m.in. na Ukrainie, w Czechach i na Słowacji.

Do Polski zwyczaj ten przyszedł z Włoch. W średniowieczu opłatki wypiekano w klasztorach, już wtedy ozdabiano je wizerunkami. – Słynne jest też nawiązujące do dzielenia się chlebem popularne do dziś zdanie św. Alberta, byśmy byli „dobrzy jak chleb" i „podzielni" jak chleb – dodaje Kurek. Historyk zauważa, że prawdopodobnie jak każda z polskich tradycji opłatek może być interpretowany wieloznacznie. – Pierwsze skojarzenia chrześcijańskie to ewangeliczne łamanie się chlebem, symbol wspólnoty, w której uobecnia się Chrystus. To również starochrześcijańskie konotacje ze zwyczajem dzielenia się chlebem z najuboższymi – tłumaczy Kurek. Dodaje, że w basenie Morza Śródziemnego do dzisiaj pieczywo sprzedawane na wagę, nie na bochenki, łamie się przy posiłkach. – Z opłatkiem wiążą się też wątki patriotyczne – typowo polskie, co być może uzasadnia fenomen opłatka na pograniczu środkowoeuropejskim – zauważa dr Kurek. Historyk dodaje, że w okresie zaborów opłatek symbolizował jedność wszystkich polskich ziem, szczególnie gdy włożony do koperty mógł zostać wysłany do żyjących w innym państwie przyjaciół lub rodziny. – Opłatek jest chlebem, więc ujmująca tradycja okazywania sobie miłości przez dzielenie się nim to znak życzliwości, przebaczenia i wspólnoty – dodaje dr Kurek

Skąd się biorą opłatki w warszawskiej katedrze? – Od sióstr sakramentek z warszawskiego Nowego Miasta i od dominikanek – mówi ks. Bartołd. Dodaje, że zakonnice wypiekają go od lat. – Wierzę, że oprócz pracy władają też do niego dar modlitwy. Modlą się nie tylko przy jego powstawaniu, ale też za tych, którzy będą się później dzielić tym opłatkiem – mówi duchowny.

Także wilanowska parafia Opatrzności Bożej bierze opłatek od sióstr sakramentek. – Myślę, że różni się od innych, bo stoją za nim modlitwa i serce – uważa proboszcz ks. Paweł Gwiazda. Dodaje, że wierni, biorąc opłatek od sakramentek, pokazują im swoje wsparcie i uznanie pracy w modlitwie dla życia ukrytego za murami klasztoru.

Siostry sakramentki nie chcą rozmawiać o opłatkach. – Jesteśmy zakonem klauzurowym – tłumaczą.

Wyrobem opłatków zajmują się też prywatni wytwórcy. Jeden z takich zakładów prowadzi od ponad 30 lat Włodzimierz Stodółkiewicz z Sosnowca. – Opłatek robię z najlepszej mąki. Tortowej – opowiada. Dodaje, że aby ten symbol świąt był odpowiedniej jakości, potrzebni są do tego doświadczeni pracownicy oraz odpowiednie maszyny. – Zaczynamy go wypiekać w lipcu i trwa to aż dotąd, gdy zrealizujemy wszystkie zamówienia.

Co zrobić z opłatkiem, gdy zostanie nam po Wigilii? – Spożyć go – radzi ks. Bartołd.