"Rzeczpospolita": Mijający rok przyniósł kolejne rekordy związane z internetem – rekordowy poziom handlu, najwięcej w historii nielegalnych pobrań filmów z sieci, większe dochody reklamowe w internecie niż w telewizji... A wymieniać tak można jeszcze długo. Za sprawą popularnej niegdyś gry, o świecie tym mówi się second life, czyli drugie życie. Czy w 2016 roku nie powinniśmy już zacząć numerować je jako pierwsze?
Jakub Kuś, psycholog nowych technologii: Spodziewajmy się raczej, że w coraz szybszym tempie będzie zanikać granica między tym, co jest wirtualne, a co jest realne. Ta granica zresztą już jest w dużej mierze rozmyta, np. gdy korzystamy z aplikacji, które asystują nam przy zakupach, czy z nawigacji, która opiera się na zasobach sieci. Wydaje mi się, że mniej więcej za pięć lat nie będzie już pierwszego czy drugiego życia, co więcej, w ogóle przestaniemy mówić, że robimy coś w internecie czy że wchodzimy do internetu. Po prostu internet będzie wszechobecny i oczywisty jak powietrze, które nas otacza. Nie będziemy musieli do niego wchodzić, bo będziemy w nim przez cały czas.
Będziemy żyć w tzw. rzeczywistości rozszerzonej?
Firmy Google czy Microsoft próbowały już wejść na rynek z urządzeniami, które miały połączyć w naszym codziennym życiu świat realny z wirtualnym. Słynne Google Glasses, czyli okulary Google, na razie niezbyt popularne, ale może po prostu pojawiły się za wcześnie... W tej technologii chodzi o to, aby na to, co widzimy normalnie oczami, nałożyć obraz generowany cyfrowo. Czyli właśnie by połączyć świat realny z wirtualnym w jedno nawet na poziomie percepcyjnym. Rozwój technologiczny będzie szedł w tym kierunku i niedługo na dobre staniemy się mieszkańcami wirtualnej rzeczywistości. Tym bardziej że z czasem będzie się ona dla niektórych ludzi stawać nieporównywalnie atrakcyjniejsza od szarej rzeczywistości, czekającej poza okularami czy soczewkami.
Rozumiem, że to da nam wiele nowych, niewyobrażalnych wręcz dotychczas możliwości. Ale czy człowiek nie zamieni się tym samym w robota?