[b]Rz: Ministerstwo Obrony Narodowej szuka chętnych do armii zawodowej wśród polskich emigrantów na Wyspach Brytyjskich. Czy ludzie, którzy nabrali doświadczenia, pracując poza krajem, to dobrzy kandydaci na żołnierzy?[/b]
[b]Gen. Jerzy Wójcik:[/b] Ludzie z takim doświadczeniem będą poszukiwani i potrzebni nie tylko w wojsku, lecz w wielu dziedzinach polskiej gospodarki. Poza krajem musieli przede wszystkim liczyć na siebie. To są najbardziej wartościowe osoby, które umiały sobie poradzić w obcym językowo i częściowo kulturowo środowisku. Jeżeli tam sobie poradzili, to są dobrymi kandydatami do służby wojskowej.
[b]Liczy się zatem nie tylko znajomość języka?[/b]
Samo zdecydowanie się na szukanie chleba daleko poza krajem już świadczy o racjonalnym myśleniu i odwadze w podejmowaniu trudnych decyzji. To nauczyło ich odpowiedzialności za własne postępowanie. Ale też odpowiedzialności za zespół, co jest bardzo przydatne w siłach zbrojnych każdego państwa.
Z takimi żołnierzami podjąłbym się wykonania najtrudniejszego zadania, zaufałbym im w każdej sytuacji.
[b]Przez sześć miesięcy w 2004 roku dowodził pan Polskim Kontyngentem Wojskowym w Iraku. Czy gdyby więcej żołnierzy sprawnie posługiwało się językiem angielskim, łatwiej byłoby tam współpracować z sojusznikami?[/b]
Dobrze by było, gdyby więcej polskich szeregowych i podoficerów znało angielski. Gdy nie ma bariery językowej, wykonywanie wspólnych zadań z naszymi sojusznikami jest o wiele łatwiejsze. Żołnierze nawiązują też wówczas koleżeńskie kontakty, wymieniają doświadczenia.
Niestety, podczas realizacji wspólnych zadań w Iraku znajomość angielskiego kończyła się na poziomie dowódcy plutonu. Nie ułatwiało to, oczywiście, działania w sytuacji, gdy prawie każda operacja prowadzona była w składzie wielonarodowym.
[b]Czy to, co oferuje armia, skusi emigrantów?[/b]
Armia musi być konkurencyjna na rynku pracy. Zresztą w niektórych regionach naszego kraju, szczególnie tych biedniejszych, już tak jest. Niedawne decyzje MON o podwyżce uposażeń żołnierzy nadterminowych i szeregowych zawodowych wydają się zachęcające.
Na razie problemem na pewno jest brak wielu rozwiązań prawnych dotyczących armii zawodowej. Z tego powodu nadal nie wiadomo, co wojsko ma do zaoferowania szeregowemu po 12 latach służby. Tyle według planów MON ma służyć w armii żołnierz szeregowy. Pytanie, co dalej? Wojsko powinno mu pomóc w zdobyciu wykształcenia lub zawodu, tak by mógł albo kontynuować karierę w korpusie podoficerskim, albo odejść i normalnie funkcjonować w cywilu. Takich rozwiązań wciąż nie ma. Nie są też rozwiązane sprawy związane z zakwaterowaniem żołnierzy. Dla młodych ludzi, bez rodzin, mieszkanie w internacie wojskowym na terenie jednostek pewnie nie będzie problemem. Armia musi jednak dać też alternatywne rozwiązania, np. dodatki na wynajęcie mieszkania lub dać przydział na mieszkanie wojskowe, bo zakwaterowanie tylko w internatach przez kilkanaście lat służby pozbawi tych ludzi życia prywatnego.