Okazało się, że ma on na koncie oszustwa, a zniknął, bo bał się o życie najbliższych.

W lipcu 2000 roku czterdziestoletni wówczas mężczyzna – mieszkaniec Tarnowa - wyszedł z domu do pracy i zaginął.

Po kilku dniach żona zgłosiła na komendzie jego zaginięcie. - Wszczęliśmy procedury związane z poszukiwaniem osoby zaginionej – opowiada asp. sztab. Paweł Klimek, rzecznik policji w Tarnowie.

Mężczyzna porzucił nie tylko żonę, ale też trójkę swoich dzieci. Kilka miesięcy później wyszło na jaw, że ma on na swoim koncie oszustwa. Jakie dokładnie? Policja nie ujawnia.

W grudniu 2000 roku prokuratura w Tarnowie wydała za zaginionym list gończy. Ani policja, ani rodzina nie mogły namierzyć poszukiwanego mężczyzny.

– Cały czas sprawdzaliśmy znane miejsca pobytu zaginionego oraz informacje na jego temat. Przeglądaliśmy bazy danych - opowiada asp. Klimek. - Udało się dopiero teraz - dodaje.

W październiku tego roku tarnowscy policjanci uzyskali informację, że mężczyzna może przebywać na Śląsku. To się potwierdziło. Tam zaginiony został zatrzymany.

Dlaczego tak nagle zniknął? – Decyzja o opuszczeniu rodziny była nagła i spontaniczna – powiedział policjantom. Dodał, że bał się o życie i zdrowie swojej rodziny w związku z oszustwami, jakich się dopuścił.

Mężczyzna trafił do aresztu. Prokuratura będzie teraz kończyć śledztwo przeciwko niemu. Za oszustwo może mu grozić do ośmiu lat więzienia.