Podmioty, które wykonują działalność leczniczą, mają publikować informację o liczbie zdarzeń niepożądanych oraz wdrożonych działaniach naprawczych. Poszkodowany pacjent będzie miał wybór: dochodzić odszkodowania w sądzie albo wystąpić o świadczenie kompensacyjne. Takie rozwiązania zawiera projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta. Jego pierwsze czytanie odbyło się na ostatnim posiedzeniu Sejmu.

Tysiące uwag

W trakcie pierwszego czytania w Sejmie posłowie zwracali uwagę, że na etapie konsultacji publicznych do projektu zgłoszono blisko 2 tys. uwag. Większość została odrzucona. Zapowiedzieli, że wniosą poprawki podczas prac w Komisji Zdrowia.

Czytaj więcej

Błędy lekarskie: ile za utratę nogi, a ile za nerkę

Porozumienie Organizacji Lekarskich zaapelowało do parlamentarzystów o uwzględnienie ich uwag. Zdaniem przedstawicieli lekarzy projekt wcale nie wdraża sprawnego, efektywnego z perspektywy pacjenta systemu kompensacji, który mógłby być alternatywą dla drogi sądowej. W efekcie nie zredukuje przeciążenia sądów i prokuratur.

Zastrzeżenia budzi m.in. zapis o waloryzowaniu górnej wysokości świadczenia kompensacyjnego co pięć lat, choć realia zmieniają się dynamicznie.

Wątpliwości medyków

Zdaniem organizacji lekarskich system będzie niewydolny – dziewięcioosobowy Zespół do spraw Świadczeń z Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych nie da rady obsłużyć wniosków pokrzywdzonych pacjentów z całego kraju. Propozycje nie uwzględniają też preferencyjnych warunków dostępu do publicznych świadczeń zdrowotnych dla pacjenta, który doznał szkody. Efekty leczenia, powrotu do zdrowia, rehabilitacji zależą często od czasu, w którym stosowne działania zostają podjęte.

Etap legislacyjny: po pierwszym czytaniu w Sejmie

OPINIA

dr hab. Radosław Tymiński radca prawny

Jakość w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwo pacjenta niewątpliwie są potrzebne, ale procedowany w Sejmie projekt z pewnością ich nie zapewni. Nie zdefiniowano w nim nawet, czym jest jakość i bezpieczeństwo – nie odniesiono ich do żadnych kryteriów. Gdybyśmy np. wiedzieli, że o bezpieczeństwie można mówić, gdy po zabiegu w 3 proc. przypadków mamy powikłania, wiedzielibyśmy, do czego dążymy. W projekcie zapisano natomiast, że na system jakości w opiece zdrowotnej składa się m.in. Rejestr Zdarzeń Niepożądanych. Od utworzenia rejestru nie poprawi się jakość udzielanych świadczeń. Według mnie projekt ma cel marketingowy.

Wadą projektu są też zastrzeżenia do zgodności niektórych przepisów w konstytucją i prawem unijnym. System kompensacji obejmie tylko pacjentów leczących się w publicznych szpitalach. A do błędu może przecież dojść także w POZ, u lekarza specjalisty czy w prywatnym szpitalu. To wydaje się dyskryminujące.