Taka przestroga dla władz samorządowych, które publikują nagrania z obrad swoich radnych płynie z jednego z najnowszych wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Sprawa była pokłosiem sesji rady miejskiej jednej z podwarszawskich miejscowości, której przebieg oraz zapis opublikowany w sieci oprotestował jej radny. Konkretnie poskarżył się do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) na nieprawidłowości w procesie przetwarzania jego danych osobowych. Tłumaczył, że zostały one udostępnione przez przewodniczącego rady miejskiej na jednej z sesji z lipca 2020 r. Zarzuty dotyczyły też prezesa spółki komunalnej – Zakładu Energetyki Cieplnej (ZEC) oraz samego burmistrza. Radny wyjaśnił, że w trakcie sesji prezes ZEC odczytał skierowane do niego pismo, w którym udostępnił publicznie jego dane związane z rekrutacją na stanowisko automatyka w owej spółce. Przewodniczący rady miejskiej na to pozwolił, a burmistrz jako administrator danych z sesji mimo interwencji tylko czasowo zanonimizował nagranie sesji. Radny podkreślił, że po krótkim czasie pełna treść nagrania została przywrócona i była dostępna w sieci na oficjalnych stronach samorządu.
Nagrania z obrad rady miejskiej a ochrona danych osobowych
Prezes UODO zajął się sprawą. Z ustaleń wynikało, że w jej tle wyraźnie rysował się lokalny konflikt między obecnym radnym a kierownictwem oraz załogą spółki komunalnej. W trakcie sesji jej prezes wskazywał, że załoga czuje się atakowana przez radnego i podkreślał chęć publicznego przedyskutowania tematu. Oliwy do ognia dolało jednak, gdy publicznie wytknął radnemu jeden fakt z jego kariery. „Kurtuazyjnie” zaproponował bowiem, aby puścić w zapomnienie porażkę radnego związaną z próbą zatrudnienia się w ZEC na stanowisku głównego automatyka bez wymaganych uprawnień i kompetencji. Gdy okazało się, że właśnie to stwierdzenie najbardziej rozsierdziło radnego, jego oponenci bronili się, że miało to związek z prośbami pracowników zakładu. To oni domagali się podjęcia działań w celu zaprzestania naruszania ich dobrego imienia przez radnego, który miał publikować w mediach społecznościowych nieprawdziwe informacje o skażeniu wody w rzece podczas usuwania awarii sieci ciepłowniczej. Samorządowcy odpierali zarzuty naruszenia RODO, podkreślając że chodziło przecież o debatę prowadzoną przez osoby wypełniające funkcje publiczne o lokalnych sprawach.
Czytaj więcej
Przetwarzanie danych na potrzeby dostępu do informacji publicznej podlega RODO. Dotyczy to m.in. transmisji i publikacji sesji organów samorządowyc...
Ta argumentacja nie przekonała prezesa UODO. Nie kwestionował co prawda, że każdy obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej i osób pełniących funkcje publiczne. Uprawnienie to obejmuje m.in. możliwość zapoznania się z transmisją obrad organów z wyborów powszechnych. Niemniej, jak zauważył prezes UODO, dostęp do informacji publicznej nie ma charakteru absolutnego i może podlegać ograniczeniom m.in. ze względu na prywatność. Przy czym nie dotyczy to informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, a radny jest funkcjonariuszem publicznym. W tym przypadku prezes UODO nie dopatrzył się jednak, aby sporna informacja dotycząca próby zatrudnienia miała jakikolwiek związek z pełnioną przez skarżącego funkcją radnego. I uznał m.in., że burmistrz nie posiada legitymacji prawnej do udostępniania danych osobowych radnego dotyczących jego udziału w rekrutacji na stanowisko głównego automatyka w nagraniu z sesji rady zamieszczonym na stronie internetowej. W konsekwencji nakazał usunięcie ich z nagrań jako naruszających art. 6 ust. 1 RODO.
Informacja o nieudanej próbie zatrudnienia w spółce komunalnej to prywatna sprawa radnego
Burmistrz nie pogodził się z takim obrotem sprawy, ale przegrał. Najpierw jego skargę oddalił Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) w Warszawie. Zgodził się z UODO, że przy realizacji obowiązku publikacji spornego nagrania nie uwzględniono prawa prywatności radnego. WSA zauważył, że publikacja nagrania, które zawiera dane osobowe w zakresie mogącym powodować naruszenie prawa do prywatności, mogłaby nastąpić po odpowiednim ich przetworzeniu np. anonimizacji, czego w sprawie zabrakło. Sąd podkreślił, że czym innym jest dyskusja w trakcie sesji organu samorządu terytorialnego, a czym innym realizacja zasady transparentności.
Przegraną burmistrza przypieczętował NSA. Nie krył co prawda, że ze względu na konstrukcję skargi kasacyjnej odnosi się do meritum sprawy w bardzo ograniczonym zakresie. Niemniej także nie miał wątpliwości, że informacje zawarte w spornym fragmencie wypowiedzi dotyczącej próby zatrudnienia w spółce komunalnej to dane osobowe radnego. To sformułowanie jest informacją o jego osobie i stanowi dane osobowe. Jak tłumaczył NSA, art. 4 RODO rozróżnia dane bezpośrednie i pośrednie. Natomiast istnieje też pośredni sposób poinformowania o sferze prywatnej osoby i w tym przypadku sporne sformułowanie jest taką postacią danych osobowych. Ponadto, jak zauważył sędzia NSA Rafał Stasikowski, informacje przekazane w spornym wyrażeniu dotyczą sfery życia prywatnego radnego, gdyż nie istnieje ich związek z aktualną funkcją publiczną. Sytuacja dotycząca zatrudnienia miała miejsce kilka lat wcześniej, a funkcję radnego pełni obecnie. Sąd podkreślił, że do podważenia stanowiska UODO konieczne byłoby wykazanie związku między ujawnionymi informacjami a aktualną działalnością publiczną. Wyrok jest prawomocny.
Sygnatura akt: III OSK 2025/23