Przepisy, które wprowadziły możliwość elektronicznych zakupów, obowiązują od kilku już lat. Dotychczas nie były jednak zbyt chętnie stosowane. Teraz wreszcie zaczęło się to zmieniać. - Coraz więcej zamawiających, i to zarówno centralnych, jak i samorządowych organizuje aukcje i licytacje elektroniczne. Powód jest prosty -dzięki nim można uzyskać korzystniejszą cenę niż w tradycyjnych przetargach - mówi Krzysztof Zalewski z Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, jednej z firm dostarczających platformy do e-zamówień. -Niedawno wojsko kupowało za pośrednictwem Internetu specjalne laptopy. Uzyskało cenę o 52 proc. niższą, niż zakładało.
Zamówienia na dostawy lub usługi, które są powszechnie dostępnei mają ustalone standardy, można zamawiać w trybie licytacji elektronicznej. Cała licytacja odbywa się w Internecie. Jest jednak pewien szkopuł. Zamówienia te nie mogą przekraczać wartości 137 tys. euro, jeśli udziela ich sektor rządowy, i 211 tys. euro, jeśli udzielają ich samorządy. - To niepotrzebne ograniczenie, dla którego nie ma już uzasadnienia -uważa Marek Okniński, p.o. dyrektora warszawskiego Biura Zamówień Publicznych. -W trybie licytacji elektronicznej nie możemy np. kupić papieru biurowego dla całego warszawskiego urzędu, gdyż jego wartość będzie wyższa, niż dopuszczają przepisy -tłumaczy.
Czym innym są natomiast aukcje internetowe. To swego rodzaju dogrywki, po tradycyjnym papierowym postępowaniu. W przetargu nieograniczonym lub ograniczonym oraz negocjacjach z ogłoszeniem firmy składają zwykłe oferty, którym przyznawana jest punktacja. Ocena tych ofert nie przesądza jednak o tym, kto ostatecznie zdobędzie zamówienie. Prawdziwa walka rozgrywa się bowiem w Internecie. Firmy, składając kolejne postąpienia, mogą oferować nie tylko korzystniejszą cenę, ale też rywalizować w ramach innych kryteriów ustalonych przez zamawiającego, byleby umożliwiały one automatyczną ocenę (np. okres gwarancji). Wszyscy uczestnicy widzą, na którym miejscu znajduje się ich oferta, co często zaostrza walkę i pozwala zamawiającym uzyskać korzystniejszą cenę niż w zwykłym przetargu.
Przepisy dotyczące e-zamówień nie przewidziały wszystkich sytuacji, z którymi na co dzień muszą się borykać zamawiający i wykonawcy. Z przyczyn technicznych firmom zainteresowanym wzięciem udziału w licytacji czy aukcji nie zawsze udaje się zalogować do systemu. Co gorsza, bardzo trudno ustalić, czy wina leży po stronie uczestnika czy też operatora dostarczającego platformę elektroniczną. Co zrobić w takiej sytuacji?
- Przepisy nie dają odpowiedzi na to pytanie. My w takich sytuacjach unieważniamy aukcję i rozpoczynamy kolejną. Dotychczas spotykaliśmy się ze zrozumieniem wszystkich wykonawców. Wolelibyśmy jednak, aby przepisy wprost mówiły, co należy zrobić w takich wypadkach -mówi Okniński.
Do nowych realiów nie zdążyło się jednak dostosować wielu przedsiębiorców, zwłaszcza tych mniejszych. - Zdarzały się licytacje, które musieliśmy unieważniać, gdyż żadna z firm nie wzięła w nich udziału. Gdy później organizowaliśmy tradycyjny przetarg, chętnych nie brakowało -mówi Okniński.
Dlaczego wykonawcy nie chcą walczyć o zamówienia w Internecie? Powodem może być bezpieczny podpis elektroniczny. Musi nim być opatrzona każda oferta. Tymczasem wielu przedsiębiorców wciąż nie ma e-podpisów, gdyż dotychczas stosunkowo rzadko znajdowały one zastosowanie.
Dlatego też przy licytacjach elektronicznych do kwoty 14 tys. euro, przy których nie trzeba przestrzegać prawa zamówień publicznych, urzędnicy chcą zrezygnować z obowiązkowego e-podpisu. Wystarczy, że przedsiębiorca zaloguje się na platformie i będzie mógł złożyć swą ofertę przez Internet.
Masz pytanie do autora, e-mail: s.wikariak@rzeczpospolita.pl