David Hockney to największy współczesny brytyjski malarz. I najdroższy. Dwa lata temu jego dzieło „Portret Artysty (Basen z dwoma postaciami”) z 1972 r. został sprzedany za ponad 90 mln dolarów brutto. Teraz, od ataku wirusa, żyje w zamknięciu w swojej nowej francuskiej posiadłości w Normandii, ale nie przestaje pracować. Napisał niezwykle emocjonalny i osobisty list do Ruth Mackenzie, dyrektor artystycznej Théâtre du Châtelet w Paryżu, upubliczniony przez radio France Inter. Pisze, że codziennie na iPadzie maluje i rysuje budzącą się wiosnę.

„Ciągle dzielę się tymi rysunkami z przyjaciółmi, którzy są zachwyceni, i to mnie cieszy. – pisze artysta. -Tymczasem wirus, który oszalał i nie da się go kontrolować, rozprzestrzenia się. Wielu mówi mi, że te rysunki dają im wytchnienie od tej próby. Dlaczego moje projekty są odczuwalne jako wytchnienie od tego wichru przerażających wieści? Dają świadectwo cyklu życia, który zaczyna się ponownie wraz z początkiem wiosny. /…/ Jak idioci straciliśmy łączność z naturą, mimo że jesteśmy jej częścią. Wszystko się skończy pewnego dnia. Czego możemy się z tego nauczyć? Mam 83 lata, umrę. Umieramy, ponieważ się urodziliśmy /.../ Dla mnie źródło sztuki, szczerzę w to wierzę, jest w miłości. Kocham życie.

Na serię nowych plenerowych barwnych prac, powstałych w Normandii, składają się obrazy natury, pomagające w odkrywaniu tajemnicy i siły natury, pokazane publicznie na Instagramie. Przedstawiają  rozkwitające kwiaty i drzewa, w tym głogi opiewane przez Marcela Prousta. Jedna z prac - z kępą żółtych żonkili i tytułem „Pamiętaj, nie mogą anulować wiosny” błyskawicznie obiegła świat, stając symbolem nadziei

Kto jest celebrytą?

David Hockney należy do celebrytów współczesnej sztuki. Ceny jego dzieł na światowym rynku biją rekordy. W lutym 2020 jego obraz „Splash” z 1966, z rozpryskiem wody po skoku niewidocznego nurka do basenu, został sprzedany na pierwszej głównej aukcji po Brexicie  w Sotheby’s w Londynie za 23,6 mln funtów. W 2006 ten sam obraz znalazł nabywcę za 2,9 mln funtów.

„The Splash” (Plusk) należy do ikonicznych trzech prac artysty z lat 60. o tej samej tematyce (zalicza się do nich także „A Bigger Splash” i „A Little Splash”), wpisujących się w nurt pop-artu. Kontrastują pustkę i słoneczny blask, przedstawiając luksusowe baseny prywatnych posiadłości w Los Angeles.Natomiast absolutny rekord cenowy za malarstwo Hockney’a należy do pokrewnego tematycznie obrazu „Portrait of an Artist (Pool with Two Figures)”, który w 2018 sprzedano w Christie’s w Nowym Jorku za 90 mln dol. (70 mln funtów). Rekord sprzedaży „Portretu Artysty uczynił Hockney’a  najdroższym żyjącym artystą na świecie, ale na krótko, bo w 2019 przebił go Jeff Koons z balonową rzeźbą „The Rabbit”, sprzedaną za ponad 91 mln dol. A jednak zawieszoną obecnie, częściowo do oglądania w sieci, wystawę portretów i autoportretów Davida Hockney’a  - „Drawing  from Life” w National Portrait Galleryw Londynie już uznano za artystyczny hit 2020. Pokazuje, że największy współczesny brytyjski malarz jest również genialnym rysownikiem i grafikiem.

Zebrano na niej prace z ponad pół wiecza, rozproszone po świecie, często prezentowane po raz pierwszy publicznie.

W pierwszej chwili 150 prac zgromadzonych na londyńskiej retrospektywie National Portrait Gallery sprawia wrażenie, że otacza nas tłum postaci, ale to złudzenie. Bohaterami tej bardzo intymnej wystawy jest trójka najbliższych przyjaciół, sam artysta oraz jego rodzice. 

Matkę Laurę, z którą był bardzo związany (umarła w wieku 99 lat w 1999 r.) portretował bardzo często. Oboje rodziców rzadko, ale wyjątkowo możemy tu zobaczyć także portret olejny obojga we wnętrzu z lustrem, w którym widać też odbicie samego artysty.

A przyjaciele, towarzyszący mu od młodości, to Celia Birtwell, Gregory Evans i Maurice Payne. Celię - projektantkę tkanin i mody poznał w czasie studiów. Był nawet drużbą na jej ślubie w 1969 z Ossie Clarkiem, także projektantem mody (na wystawie zobaczyć można  m.in. portret obojga, który im wtedy sprezentował). W kolejnych dekadach Hockney regularnie tworzył nowe wizerunki Celii, bo jak twierdził jest wyjątkową osobą o pięknej, ujmującej twarzy.

Z Gregorym poznali się przed 50 laty w Londynie, a jego modelem został w Paryżu w 1974. Miał wówczas urodę młodzieńców Botticellego. Wczesne portrety Evansa zdradzają fascynację erotyczną, gdyż Hockney nigdy nie krył swych gejowskich preferencji. Gregory został jego asystentem, a potem kuratorem i doradcą.

Znajomość z grafikiem Maurice’m Payne’m jest równie długa, sięga połowy lat 60., gdy razem zaczęli współpracę przy wielu znaczących projektach Hockney’a.

Wystawa „Drawing  from Life” to poruszające story. Nie tylko o ludziach, ale i czasie. W 2019 roku Hockney zrealizował trzy sesje ze swoimi przyjaciółmi. Najwyraźniej chciał wspólnie z nimi zmierzyć się z upływającym czasem. Z Gregory’m i Maurice’m spotkał się w Los Angeles. Z Celią w Normandii. Artysta na nowych portretach nie kryje w ich twarzach i sylwetkach nieuchronnych zmian, ale po 50 latach jego przyjaciele są nadal dla niego interesującymi modelami, bo jak twierdzi: „Moi bliscy przyjaciele są moimi celebrytami.”

Siła spojrzenia

Celia po tym spotkaniu powiedziała o Hockney’u: „Według mnie jest on najlepszym rysownikiem, z jakim obecnie pracujemy. To wielki zaszczyt być przez niego rysowanym”. Ale w trakcie pozowania narzekała, że na najnowszych portretach wygląda jak stara lady. Na co Hockney odparł: „No tak, zostałaś sportretowana przez bardzo starego człowieka”.

Hockney nie traci ciekawości ludzi, ani energii eksperymentowania. Nieustanie zmienia techniki. Sięga po ołówek, węgiel, długopis, pióro, kolorowe kredki, tusz, pastele, akwarele. Robi grafiki: akwaforty, linoryty, a zarazem pasjonują go nowoczesne media. Wcześniej „rysował” przy użyciu polaroidowych fotografii, a teraz fascynuje go rysowanie i malowanie na iPadzie.

Jego prace ujawniają też, że nieustannie rozmawia z innymi twórcami, co poszerza znacznie krąg jego bliskich. Najnowsze wizerunki przyjaciół z 2019 rysował brązowym tuszem, jak Rembrandt. Barwne litografie z portretami Celii z lat 70. czerpią inspiracje z Matisse’a , a wcześniejsze  z Ingresa, którego lubił oglądać w Luwrze. W rysunkowych portretach matki pobrzmiewają echa van Gogha. W akwafortach z cyklu „A Rake’s Progress” nawiązywał do XVII-wiecznych szkiców Williama Hogartha. Zarazem jego prace mają własny styl.

Artysta z uwagą obserwuje także siebie. Pierwszy autoportret pochodzi z 1954 roku. Miał wówczas 17 lat i był uczniem w Bradford College of Art. Gdy studiował w Royal College of Art w Londynie, nadal interesował się grafiką, bo kiedy zabrakło mu pieniędzy na farby, odkrył, że w pracowni graficznej materiały można dostać za darmo. W latach studiów duże wrażenie zrobiła na nim wystawa Picassa w Tate. Tak silne, że po jego śmierci w 1973, stworzył dwa autoportrety z nim. Na jednym jako młody artysta stoi pod monumentem Picassa. Na drugim pół żartem wciela w rolę modela mistrza. Potem powstał jeszcze autoportret w stylu picassowskim.

W najnowszych pracach Hockney nie przestaje być uważnym obserwatorem. Mimo osiemdziesiątki, spojrzenie jego intensywnie niebieskich oczu, nie traci przenikliwości. Szczególnie widz doświadcza tego w sali z powiększonymi, wielobarwnymi  autoportretami z iPada. Zdają się wzywać do interakcji na spojrzenia.

Ostatnio The Royal Academy of Arts udostępniła na YouTube dokument „Exhibition on Screen” (Wystawa na ekranie), który świetnie dopełnia malarski obraz zmiennej i fascynującej sztuki artysty.